22. Zaprzeczenie nieśmiertelności duszy przez materialistów i monistów.
I.
Skoro już została stwierdzona cała niedostateczność twierdzeń materialistów o istocie duszy, jest rzeczą właściwie zbyteczną jeszcze dalej zajmować się zarzutami materialistów co do nieśmiertelności duszy. A jednak przedstawimy jeszcze raz rezultat poprzednich badań krótko i jasno!
Rezultat ten głosi:
Dusza ludzka nie jest wynikiem zjawisk mózgowych, jakiegokolwiek rodzaju; dusza ludzka ze względu na swe istnienie, jako też ze względu na swą istotę, jest niezależną od mózgu; jest ona jednak od mózgu zależną ze względu na swą działalność zmysłową i cząstkę swej treści. Mózg jest narzędziem, w którym i z pomocą którego dusza jest czynna.
Powstaje teraz pytanie, czy z końcem ciała w chwili śmierci, względnie z rozkładem mózgu, następuje też koniec istnienia duszy? Na nie można odpowiedzieć w ten sposób:
Dusza nie może zakończyć swego istnienia z rozkładem mózgu, ponieważ jest ona w swym istnieniu niezależną od mózgu (czy będziemy się opierać na stosunku mózgu do duszy podług paralelizmu psychologicznego, czy też na wzajemnym oddziaływaniu obojga).
Dusza nie może wraz z mózgiem ulec jakiemuś rozkładowi, ponieważ jej, jako niematerialnej, prostej i duchowej istoty nie mogą dosięgnąć rozkładowe zjawiska materii w ogóle.
Dusza nie może wraz z mózgiem zakończyć swego istnienia, jak to ma miejsce z duszą zwierząt. Dusza zwierzęca ginie, ponieważ posiada jedynie zmysłową i na usługach materii zostającą treść życiową, ponieważ ona wskutek rozkładu nerwów i mózgu nie posiada na swe rozkazy samoistnej, duchowej treści życiowej. Dusza ludzka przeciwnie posiada uzdolnienie do istnienia pozacielesnego, ponieważ ona nawet pomimo rozkładu nerwów i mózgu posiada samoistną, nadzmysłową i duchową treść: dobro poznania, moralną wartość woli i uczucie dążące do szczęścia. Dusza wreszcie nie może zginąć wraz z mózgiem, ponieważ treści duchowej, jaką ona posiada, odpowiada nieskończona wprost wartość.
Istnieje po prostu absolutna konieczność nieograniczonego istnienia duszy poza grobem, gdyż przeciwnie prawda, moralność i pragnienie szczęścia, jakie nad człowiekiem rozciągają swą bezwzględną powagę i majestat w ciągu całego życia ziemskiego właśnie w chwili śmierci byłyby zasadniczo usunięte i zniszczone, kiedy wyzwolona z więzów cielesnych dusza najlepiej jest uzdolniona do istnienia czysto duchowego w całej jego doskonałości.
A zatem: dusza nie może wraz z mózgiem ulec zniszczeniu, nie może być zniszczoną przez wpływy zewnętrzne — ona musi istnieć ciągle, ona nie może zgasnąć, ona musi żyć, ona nie może umrzeć. Jeśli to wszystko nie wystarcza do stwierdzenia, że dusza będzie żyła na wieki poza grobem, to wówczas nie wiem doprawdy, czy dałoby się wymyśleć złośliwsze szyderstwo na cały rozum ludzki. A jednak niewiara w postaci materializmu ośmiela się na ten krok ostateczny, mówiąc:
Tak będzie! Trzeba oswoić się z myślą i zgodzić się na to, że ostateczną wartością życia jest rzeczywiście niedorzeczność wieczystej śmierci ciała i duszy. Trzeba oswoić się z myślą i umieć sobie powiedzieć, że kiedyś ziemia znowu będzie bez ducha i, jak wieczna mogiła wszystkich dzieł duchowych ludzkości, krążyć będzie w przestrzeniach świata, jak miliony lat temu była bez ducha i życia! Należy oswoić się z myślą i umieć ją sobie wypowiedzieć, że duch jest tysiąc razy wspanialszym, ale równie też znikomym zjawiskiem jak kwiatek rozkwitły, od którego jednak nikt nie wymaga, aby przez całą wieczność kwitnął.
A jednak, kochany przyjacielu, nie można przystać na te poglądy, ani się z nimi oswoić!
Jeśli wszystko na świecie ma swą ostateczną rację bytu, to n i e może przecież najwyższa rzecz na świecie, skończyć się niedorzecznością. A najwyższą rzeczą na świecie jest dusza ludzka z jej skłonnością do prawdy, dobra, piękna i szczęścia.
Każda gwiazda na niebie znajduje swą orbitę, każda ptaszyna swą ścieżkę wędrowną w morzu powietrza, każdy zarodek swą drogę przez ziemię do światła — to i najwyższa rzecz na świecie, dusza ludzka, musi swą drogę odnaleźć, szukając swej ojczyzny, szukając wiecznego królestwa prawdy, dobra, piękna i pokoju! Jeśli wszystko na świecie składa wiecznej mądrości głośne świadectwo, to ostatecznym powodem życia ludzkiego nie może być niedorzeczność, ostatnim jego rozwiązaniem — wieczna zagadka; wieczna zaś śmierć duszy byłaby taką niedorzecznością, a wieczna zagłada duszy — taką zagadką! A jeśli niegdyś ziemia w ciągu milionów lat krążyła bez ruchu i życia w przestrzeniach, to był okres przygotowawczy, podczas którego rozwijała się ona na przybytek i szkołę życia i ducha! Jeśli od kwiatka nie można wymagać, aby wiecznie kwitł, dzieje się to tylko dla tej racji, że nie kwiat, lecz owoc jest właściwym i ostatecznym przeznaczeniem rośliny i dla tej samej przyczyny dusza ludzka musi istnieć wiecznie, ponieważ tylko wieczność czyni ducha zdolnym do wydania najbardziej dojrzałego owocu bez względu na to, czy to będzie owoc szlachetny, czy też wewnątrz całkiem przegniły.
Materializm (niewiara materializmu) chwyta się i innych argumentów, mówiąc:
Majestat prawdy, będzie równie dobrze zabezpieczony, jeśli zostanie osiągnięty postęp całej ludzkości, a nie pojedynczych jednostek, obdarzonych nieśmiertelnością.
Ale, kochany przyjacielu, majestat prawdy zostanie obalony i w stosunku do ogółu z chwilą, gdy wraz z zaprzeczeniem osobowej nieśmiertelności pojedynczego człowieka stanie się on wiecznie niedoścignionym. Cóż bowiem stało by się z majestatem prawdy, gdyby kiedyś ostatni człowiek przedostatniego miał do mogiły położyć, a następnie sam z duszą i ciałem zapaść się w wieczną noc śmierci? Kto wówczas stałby na straży majestatu prawdy? Niewiara mówi dalej: Jeśli dusza przez wstąpienie do wiecznego bytu osiągnęła posiadanie zupełnej prawdy, to skazuje się ją na wieczną bezczynność myśli, na wieczną śmierć ducha. Już w tym życiu szczęście z dociekania prawdy polega nie na spokojnym jej posiadaniu, lecz na usilnym jej zdobywaniu — tym mniej przeto prawdopodobnym jest, aby szczęśliwa wieczność polegała na posiadaniu prawdy bez uroku i wysiłków jej zdobywania.
Jednak, mój przyjacielu, tak się rzecz przedstawia.
W tym życiu nie osiąga człowiek nigdy niezmąconej i pełnej prawdy, lecz zawsze tylko zdobywa: „prawdy", ale to oczywiście nie może go zaspokoić, ponieważ to jest tylko zbliżeniem do stanu idealnego, polegającego na posiadaniu pełnej prawdy.
Ale na tamtym świecie nie będzie on już więcej przystępował od „prawd" do „prawd", lecz żyć będzie wieczną prawdą. A Bóg, wieczna i niewyczerpana Prawda, jest z jednej strony dostatecznie wielkim i bogatym, aby duszy zapewnić spokój, a z drugiej dostatecznie głębokim i niewyczerpanym, aby duszy, która osiągnęła Jego oglądanie, być wieczną rozkoszą. Nie można naiwnie o szczęśliwości myśleć. Nie można sobie życia wiecznego tak wyobrażać, jak sobie Islam przedstawia raj, opływający w dobra, które po pewnym czasie mogą się sprzykrzyć, równie jak przebywanie w lesie niebieskim, obfitującym w kwitnące drzewa, lub zapijanie ze strumieni, płynących miodem! Nie można sobie szczęśliwości wyobrażać jako rodzaj życia sielankowego wśród radosnych chórów anielskich przed tronem Stwórcy, „który złotym bucikiem lekko w takt wybijał"! — Nie, sam Bóg będzie do duszy należał, a Bóg jest tak wielki, że tysiące lat wpatrywania się w Jego majestat są jakby jednym dniem — a jeden dzień Jego posiadania i napawania Nim będzie tak pełnym i bogatym w treść, jak tysiące i tysiące tysięcy lat!
A obok tego podnosi się już inny zasadniczo pogląd niewiary przeciw wierze w życie wieczne!
Zarzuca się wierze chrześcijańskiej w życie pozagrobowe „interesowność" — a interesowność nie może z pewnością rościć sobie pretensji do wyższości moralnej! –Jednak, kochany przyjacielu, w życiu przyszłym chodzi przede wszystkim o wydoskonalenie wewnętrzne rozpoczętego przez duszę w życiu doczesnym dzieła moralnego, lub ostateczne utrwalenie w złym! Chodzi o zdobycie dla duszy takiego stanu istnienia, w którym jej los zewnętrzny odpowiadałby dokładnie jej wewnętrznej wartości lub jej bezwartościowości! Życie wieczne nie jest żadnym świętem rozdzielania nagród za dobre uczynki; jest to prędzej wynik porównania dojrzałości i niedojrzałości do życia wspólnego jednej duszy z duchami idealnymi i duszami i do posiadania i napawania się samym Bogiem!
Kto „przetrwał" wszystkie „próby“ życia i w końcu ostatnią, wielką „próbę" przed samym Bogiem, ten może otrzymać swą nagrodę. Ale to nie jest zapłata, polegająca na udzieleniu jakiegoś zewnętrznego dobra, lecz na wewnętrznej doskonałości duszy, którą oto sam Bóg do Siebie przyjmuje — zupełnie tak, jak świadectwo dojrzałości ucznia, które też można nazwać nagrodą, ale w każdym razie w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu, ponieważ jest ono sądem nad wewnętrznym i samoistnie osiągniętym stanem.
Przystąpmy wreszcie do ostatniego zarzutu, z jakim występuje niewiara, dotyczącego pozagrobowego stanu duszy!
Istnieje piekło, miejsce i stan wiecznych katuszy, jakim podlegać będą dusze, które skazały się na życie w wiecznym oddaleniu od Boga.
Takie piekło należy poczytywać, jako wieczną ironię z dążności duszy ludzkiej do szczęścia, i niewiara sądzi, że jest ono w niczym nie lepsze od ostatecznego zniszczenia duszy przy śmierci. — ale, mój przyjacielu, piekło nie jest wiecznym szyderstwem z duszy ludzkiej w pragnieniu szczęścia, jest ono owszem najsłuszniejszym wypełnieniem tego pragnienia. Jest ono mianowicie wypełnieniem tego pragnienia i to w kierunku, jaki dusza sama sobie obrała, i do którego dobrowolnie dążyła. Dusza, która łaknęła podczas pobytu na ziemi pokarmu bydlęcego, nie zasmakuje na tamtym świecie w chlebie aniołów i świętych - zrozum to, jak chcesz, obrazowo czy dosłownie. A dusza, nie obleczona w gronostajową szatę dziecka Bożego, to jest w łaskę, lecz w odzieży ulicznej i cuchnącej, zaplamionej rozkoszą z kielichów namiętności, przystępując do bram wieczności, będzie się czuła nieswojo wśród tych, którzy noszą korony wieczystej czystości!
Widzisz, kochany przyjacielu, że niewiara w formie materializmu nie potrafi rzucić najmniejszej nawet wagi na szalę w kwestii nieśmiertelności duszy.
Ona zaprzecza wprost, nie zbijając, a twierdzi, nie uzasadniając na początku — tak twierdzi ten najrozpaczliwszy ze wszystkich światopoglądów — był chaos i jego ciemności, a na końcu stoi śmierć i jej ciemności.
My zaś mówimy, że Bóg na początku rzekł:
„Niech się stanie światłość!"' — a gdy ciemności śmierci kiedyś nas ogarną, to wówczas znowu powie: „Niech się stanie światłość!'" I mamy nadzieję, że wtedy da nam On wieczny odpoczynek, i że światłość wiekuista świecić nam będzie! Musimy jeszcze zrobić krótki porachunek z panteistycznym monizmem!
Monizm nie zaprzecza niematerialności i duchowości duszy ludzkiej. Owszem, monizm pisałby się na wszystko, cośmy przeciwko materializmowi wypowiedzieli.
Monizm nie zaprzecza też nieśmiertelności duszy. Owszem, i monista powiedziałby z nami:
dusza nie może i nie powinna zginąć wraz z mózgiem; ona raczej może i musi istnieć na wieki. Ale monizm zaprzecza osobowej nieśmiertelności duszy ludzkiej. Podstawą do tego jest osobliwy pogląd monizmu na istotę duszy ludzkiej.
Zajmiemy się przeto pierwej nauką monizmu o istocie duszy, a następnie skutkami, jakie z tej teorii dla nieśmiertelności duszy wynikają.
Filozofia chrześcijańska poucza:
I. Istnieje rzeczywiście niematerialna, jednolita, niezniszczalna dusza, jako substancja, która jest podstawą i władczynią wszystkich zjawisk psychicznych.
Filozofia zaś monistyczna głosi:
Nie ma żadnej faktycznie duszy, a istnieją tylko zjawiska duchowe. Dusza nie jest żadną substancją, ani istotą, — a to, co nazywamy duszą, jest tylko związkiem zjawisk duchowych w świadomości. Te są duchowe, jako też niezniszczalne, i o tyle tylko mógłby monista przystać na popularny sposób wyrażenia, mówiąc: dusza jest duchową i niezniszczalną! Ale monizm, chcąc wypowiedzieć swój istotny pogląd na duszę, musiałby dodać: istnieć zawsze może nie rzeczywista istota duchowa, ponieważ takiej nie można uznać, lecz istnieć będzie zawsze jedynie duchowa treść zjawisk świadomości, nawet wówczas, gdy przez śmierć wyzwoli się ona z więzów bytu świadomego i wstąpi do nieświadomości.
Ciało przy śmierci rozkłada się na swe ostatnie składowe części, atomy. Dusza rozkłada się na ostatnie składowe części świadomości, na tak zwane „psychomy“, przez które monizm rozumie w skróceniu wszystkie pojedyncze zjawiska psychiczne. Te psychomy z racji swego charakteru duchowego i swej wewnętrznej wartości są niezniszczalne, a z chwilą śmierci wyzwalają się one ze związków świadomości osobowej i istnieją nadal w „nieświadomym" lub „pozaświadomym“ bycie wszechducha.
Czy twierdzenie monizmu, nie uznające rzeczywistej substancji duchowej, jest słuszne?
Monizm powiada: Wiemy tylko, że istnieją zjawiska psychiczne; ale, żeby poza nimi i pod nimi istniała rzeczywista substancja duchowa, o tym nie mamy żadnej świadomości. — Pewno, że nie, kochany przyjacielu. W rzeczy samej nie ma żadnej duszy „poza“ i „pod“ zjawiskami psychicznymi. Ale o dwóch innych faktach posiadamy jasną i pewną świadomość, o tym mianowicie, że w każdym zjawisku psychicznym nasze całe ,,ja“ jest czynne, i że wszystkie znowu zjawiska psychiczne, razem wzięte, są w tym całym „ja". Zwróć dobrze uwagę na to małe słówko: „w“. Wiemy jasno i wyraźnie, że jedynie ta osobowa świadomość własnego „ja“ nadaje dopiero wszystkim zjawiskom psychicznym spoistość.
Łączność zjawisk w świadomości byłaby wprost niemożliwa, gdyby to „ja“ nie wiązało wszystkich zjawisk psychicznych jednością świadomości.
Gdzie jest związek, zespolenie i jedność, tam musi też istnieć istota realna, która jest podstawą tego związku, tego zespolenia i tej jedności i ustawicznie je utrzymuje;
Jednak monizm stawia uderzający na pierwszy rzut oka zarzut, że przecież jedność świadomości jest możliwą i bez tego, aby potrzeba było uznać istnienie istoty duchowej; istnieje przecież świadomość narodowa, tak zwana dusza Zbiorowa, a jednak nie zachodzi potrzeba uznać istnienie takiej duszy, jako substancji realnej.
Przypatrzywszy się bliżej, widzimy jednak, że świadomość narodowa istnieje właśnie nie inaczej, jak w tylu a tylu pojedynczych osobach i pojedynczych duszach. Nie jest to następnie żadna też osobowa jedność świadomości, jak nasze życie duchowe, lecz jedność moralna, zgodność licznych świadomości, które się poczuwają wszystkie być cząstkami wielkiej jedności. Z duszą rzecz się inaczej przedstawia. Nie ma tu żadnych nieosobowych zjawisk świadomości, które dopiero przez swe zespolenie tworzą świadomość własnego „ja“, lecz w każdym pojedynczym zjawisku duszy jest czynne to całe osobowe „ja“ i pojedyncze zjawiska; tworzą one razem nie harmonię i zgodność psychom, lecz osobową jedność świadomości.
Innymi słowy: „Ja" duszy jest we wszystkich psychomach i wszystkie psychomy znowu są w tym „ja“ duszy! To „ja“ nie daje się odłączyć od żadnej jedności w świadomości i jedność świadomości nie daje się odłączyć od tego „ja.“ Wszakże nie coś nieokreślonego „myśli, czuje i chce“ w mojej istocie za mnie, lecz „ja myślę, ja czuję, ja chcę!“ Możemy przeto powiedzieć: dusza w każdej chwili naszej świadomości nie jest związkiem rzeczywistym, łączącym zjawiska psychiczne, lecz jedynie dlatego istnieje związek zjawisk psychicznych, ponieważ w każdej chwili naszej świadomości jest on wykonany przez rzeczywistą istotę duchową.
W zastosowaniu do nieśmiertelności duszy, brzmi to tak: Jeśli treść życia duchowego istnieje, to ona może istnieć tylko jako treść osobowego „ja“. I to „ja“ jest czymś absolutnie osobistym i indywidualnym. Na mocy właściwej sobie natury osobowej nie może się ono rozpłynąć w nieosobowej wszechświadomości lub pozaświadomości jakiegoś ducha świata, któremu już nic nie brakuje, prócz — rzeczywistej egzystencji.
Wiesz już, kochany przyjacielu, że monizm panteistyczny chętnie ulatuje w krainę poezji.
I tam również próbuje on ratować swe poglądy na „nieśmiertelność."
Monizm chętnie mówi o powrocie, o błogosławionym powrocie ducha ludzkiego do nieświadomego lub pozaświadomego życia wszechducha, przenikającego całe stworzenie.
A wtedy czym byłaby dusza? Małą falą, która powstaje z wiecznego, nieskończonego morza bytu, małą falą, która lśni w promieniach słońca i huczy wśród burzy z innymi falami, a następnie zapada się w wieczne morze ubóstwionego bytu, które faluje i kłębi się w wielkim wszechświecie!
Należy wszakże, mój przyjacielu, z tego obrazu, skoro on chce być czymś więcej, niż marzeniem lub wytworem wyobraźni, wydobyć koniecznie główną treść, mianowicie porównanie istoty fali z istotą duszy ludzkiej. Fala może jedynie tylko dlatego wypłynąć z bałwanów morskich i tylko dlatego znowu pogrążyć się w otchłani morskiej, że ona jest tylko cząstką morza i jest w nim przemijającym ruchem. Ale twoja własna świadomość, która uznaje siebie za coś osobowego, samoistnego, zamkniętego w sobie i absolutnie jednolitego pod względem duchowym, wykazuje ci, jak na dłoni, że dusza ludzka nie jest właśnie cząstką jakiegoś innego bytu; że n i e jest ona cząstką i przemijającym falowaniem „wszechducha“, który może jakie dziesiątki lat wypełniał komórki i próżnię mózgu ludzkiego po to, aby następnie tę duchową treść mózgu przenieść znowu do swych głębin tak, jak fala morska wypełnia próżnie w skałach i rozpadliny na wybrzeżach, a następnie, rozpryskując się i kłębiąc, pogrąża znowu w purpurową pomrokę, gdy przypływ wieczorny przychodzi i zabiera ją ze sobą do morza wieczności.
Zresztą jest to marna i nędzna pociecha, jaka ma się znajdować w tak zwanej nieśmiertelności monizmu. Czym chciałabyś raczej zostać, duszo? ,,Czy falą, która osiągnie wprawdzie spoczynek po długiej tułaczce po morzu, ale tylko w ten sposób, że rozpłynie się i zginie w jego obszarze, — czy też wędrowcem zmęczonym, który przechodzi wreszcie na spoczynek po długiej podróży, ponieważ powrócił do swej ojczyzny, ojczyzny wiecznej, gdzie więcej szczęścia znajduje, niż kiedykolwiek mógł marzyć i przeczuć!?
Ale tutaj trzeba odsunąć wszystkie obrazy i porównania tak, jak umarłemu zabierają wszystkie klejnoty, gdy go do ostatniego spoczynku układają. Kto idzie do Boga, ten jest zawsze ubogi; ale ten, komu wypada mówić o wiecznej szczęśliwości u Boga, jest jeszcze uboższy! Kto idzie do Boga, nie ma nic, co by mu dać mógł — kto mówi o Bogu, nie ma właściwie nic, co by o Nim mógł powiedzieć.