21. Konieczność istnienia duszy poza grobem.

I. 
W chwili śmierci, kiedy ciało zaczyna się rozkładać, a nerwy i mózg rozpadają się na czę­ści składowe, musiałby się rozpocząć również okres rozkładu duszy, gdyby ona była wytwo­rem, skutkiem lub wynikiem zjawisk mózgowych. 
Ale dusza nie jest taką.
Z chwilą śmierci, kiedy dusza została pozbawiona narządów zmysłowych i mózgu, musiałaby albo całkowicie zginąć lub też (co nawet w przypuszczeniu jest niemożliwym) istniałaby jako ułudny cień bez żadnej treści. Tak mogłoby być, gdyby wyłącznie zmysły stanowiły treść duszy i jej życie, ale dusza ludzka, otrzymane z zewnętrznego świata za pośrednictwem zmy­słów wrażenia, przekształciła na świat wewnętrzny o charakterze duchowym. Ma ona zatem samoistną treść życiową i może istnieć po śmierci!
Ale czy ona rzeczywiście żyć będzie po śmierci? Czy nie można przypuścić, iż pomimo swej treści życiowej pogrąży się ona w nicości? 
Czy nie jest możliwym, aby do gorzkich słów: 
„umiera", wyrzeczonych u łoża umierającego, należałoby dodać jeszcze dwie sylaby, mówiąc: 
„wszystko" umiera?
Znane jest przecież każdemu to miliony już razy wymówione słowo: „umiera", ustawicznie wymawiane, ilekroć rzężenie w płucach umierającego przypomina plusk, z jakim kotwica, szukając dna, spada z okrętu. I znane jest każdemu to ciężkie pytanie, spoczywające jak sfinks na każdej trumnie i każdej mogile, pytanie: czy się spotkamy? Czy się spotkamy, czy też ta sama wieczna noc śmierci ogarnie nas wszystkich? 
Czy twoja dusza żyć będzie — czy może na zawsze umarła? Czy promienieje ona teraz szczęściem błogosławionych rozkoszy, czy też zgasła, jak gaśnie mały płomyk od wichrów podmuchu. Czy na twych wargach gości teraz radość i pieśń tryumfu — czy pleśń jest pokarmem twych ust, które pragnęły rozkoszy i szczęścia? Odszedłeś ze świata z radosną pewnością życia przyszłego i ostatnim pozdrowieniem „do widzenia" — ale czy twoja nadzieja nie stała się błędnym złudzeniem, a twe ostatnie słowo kłamstwem jedynie? Z wieloma innymi kwestiami można się prędko załatwić, ale pytanie o nieśmiertelności duszy z osobliwą siłą narzuca się człowiekowi zawsze i ustawicznie, zwłaszcza wtedy, kiedy każda trumna i mogiła nasuwają ją wrażliwej duszy z plastyczną niemal wyrazistością i bez­względnością.
2.
Dlaczego właściwie po wszystkich dotychczasowych badaniach stawiamy jeszcze pytanie o istnieniu duszy poza grobem?
Powiedzieliśmy przecież, że dusza nie może zginąć wraz z materią (w postaci mózgu), ponieważ nie jest skutkiem, ani wynikiem, lecz jest raczej artystką, panującą umiejętnie nad ma­terią i jej zjawiskami.
Powiedzieliśmy następnie, że dusza może również istnieć bez ciała, ponieważ posiada sa­moistną i od materii niezależną treść życiową! 
A więc po co jeszcze dalsze stawianie pytań?
Posłuchaj, kochany przyjacielu! Że dusza nie może zginąć wraz z materią, że nawet po­mimo rozkładu mózgu może nadal egzysto­wać, że istnieje zatem pozytywna niezniszczalność duszy — to wszystko daje bez wątpienia bardzo wysoki stopień prawdopodobień­stwa co do istnienia jej poza grobem. Ale my chcemy posiadać zupełną pewność! My chcemy tak daleko zajść, abyśmy mogli powiedzieć: Dusza istnieć musi i będzie istniała poza grobem przez całą wieczność!
3.
Czy istnieje zasada, która nas po prostu zniewala do takiego twierdzenia?
Tak, istnieje taka zasada i głosi ona: Prawdziwe i właściwe zadanie duszy rozpoczyna się właśnie wtedy dopiero, kiedy się kończy istnienie ciała!
Przez całe życie doczesne płonęła dusza ludzka gorącą żądzą poznania prawdy!
Jakże często ta żądza popychała i zmuszała człowieka, iż dla prawdy po całych nocach trwał w rozmyślaniu, iż zapominał o głodzie, nie zwa­żał na pragnienie i znój; iż przebiegał pustynie i morza, smętne pustkowia, śniegi i lodowce; że wzrok utracił, a ciało jego wstrząsały dreszcze; 
że niebezpieczeństwem śmierci pogardził i spoj­rzał jej w oczy obojętnie — wszystko to, aby zdo­być prawdę i dać prawdzie świadectwo.
A ten niezmordowany pęd duszy ludzkiej wstępuje w krainę nieskończoności i bezmiaru. 
Za każdym razem kiedy dusza żyjącego człowieka-badacza napotkała jakąś granicę poznania, nie zaznała odpoczynku i zaspokojenia, lecz da­wna żądza prawdy mówiła: szukaj dalej — a da­wny głód prawdy stał się tylko jeszcze dotkliw­szym, niż przedtem! A oto przychodzi śmierć.
Dla ciała jest ona ruiną, a duszy przynosi wyzwolenie.
Teraz dusza jest wyniesiona ponad przestrzeń i czas, ponad niedołęstwo i chorobę, po­nad zmęczenie i wszystkie ujemne wpływy ciała. 
Adam Mohler, słynny teolog katolicki, w ostatniej chwili życia, budząc się jeszcze raz z półsnu do świadomości, wypowiedział to znamienne zdanie: 
„Ach, teraz już to ujrzałem, teraz już wiem, te­raz chciałbym książkę napisać!“ Teraz upadły wszystkie przeszkody, dozwa­lające duszy, w ciele zamieszkałej, w ograniczonym jeno zakresie odbywać podróż poznania. 
Teraz dusza pije już nie ze strumyka wiedzy i przeczucia, teraz może ona z całego morza prawdy czerpać napój.
A teraz proszę cię, kochany przyjacielu, przeczytaj na głos i powoli słowa, które poniżej przytaczam:
Dusza ludzka ma pragnienie poznania nieograniczonej prawdy. W ciągu całego swego istnienia w ciele pozostaje ona pod władzą nieza­spokojonej nigdy żądzy prawdy. Właśnie w chwili śmierci przedstawia się możliwość, iż owe kiełkujące pragnienie osiągnie pełnię swego cudo­wnego rozkwitu, zanurzając się w świetle wiecz­ności; — właśnie w chwili śmierci przedstawia się możliwość, iż owa gorąca żądza znajdzie całkowite i nieograniczone zadowolenie, ale oto śmierć kładzie wszystkiemu koniec!
Przeczytaj to zdanie jeszcze raz, przeczytaj i częściej, jeśli zechcesz, i powiedz mi, czy duszy ludzkiej nie opętał zły duch, dając jej przeczucie zorzy wieczności, a następnie pogrążywszy ją w przepaść nicości, jeśli słowa powyższe mają być uznane za prawdę.
Powiedz mi, czy duszy nie opanował jakiś szał, który jej wskazuje cudowne podwoje w od­dali, jakie przed nią chwila śmierci otworzy, nie po to jednak, by poza nimi znalazła wieczysty obszar, nie błogosławionych, lecz zionącą próż­nię i otchłań nicości! Powiedz mi, mój kochany, czy to nie jest tak, jeśli przypuścimy, że słowa powyższe są prawdą.
Widzisz, stoimy znowu na tym punkcie, na którym już raz, rozważając dowody istnienia Boga, staliśmy: albo ostateczną wartością istnie­nia jest wieczna niedorzeczność — albo musimy powiedzieć: wierzę w Boga, wierzę w żywot wieczny duszy ludzkiej!
Musimy, musimy tak powiedzieć! A im więcej zastanawiamy się nad duszą, tym głębiej wni­kamy w to: albo—albo!
Dalej pomyślmy tylko!
Dusza ludzka posiada zdolność do postępu moralnego! Sumienie mówi każdemu: 
Powinieneś wykonać dobro we własnej swej duszy i twoim obowiązkiem jest przyczyniać się do tego, aby dobro było wykonane i urzeczywistnione w całym świecie!
A następnie sumienie mówi każdemu: nie ma żadnej korzyści, którą byś mógł postawić ponad korzyść dobra; choćby nawet wykonanie dobra lub obowiązku kosztowało cię ofiary z całego życia doczesnego, winieneś złożyć tę ofiarę! A choćby zło, tak mówi sumienie, wystąpiło w postaci nieszczęścia i cierpienia, choćby ci całe życie zatruło, choćby w postaci choroby, kalectwa i rozpaczy uczyniło twe życie powolną śmiercią, winieneś toczyć z nim walkę, winie­neś oprzeć się pokusie opuszczenia placu walki, poświęcając dobrowolnie swe życie.
Dobro, tak mówi zatem sumienie, winno stać się władcą twej duszy, aby cię pospolitość nie opanowała; winieneś czuwać nad tym, o ile od ciebie to zależy, aby ono zapanowało nad złem w całym świecie!
Naraz przychodzi śmierć!
Dla ciała jest ona ruiną, a dla duszy wyzwoleniem!
Teraz dusza jest wyniesiona ponad wszystko, co było dla niej cielesnym i materialnym brze­mieniem i skrępowaniem! Teraz nie nęci jej ża­dna zmysłowość w ułudnej szacie, teraz żadna wymalowana podłość nie kusi i nie odwodzi du­szy od drogi postępu moralnego, który ona przez całe życie doczesne usilnie wywalczała, Teraz dusza już może raz na zawsze utrwalić się w dobrym, to jest w doskonałości moralnej. I nie ma już obecnie dla duszy urojonych dóbr doczesnych, które zwodziły ją, nie pozwalając spojrzeć w głąb samej siebie, w wewnętrzne piekło bez­myślności, zwątpienia i pustki przeżytego istnie­nia. Jak iskra pożaru, tlejąca dotąd tajemnie pod przykryciem przepychu kobierców i złotego szy­chu, wybucha nagle niszczącym płomieniem, tak z całą siłą wybucha w onej chwili piekło, udręka, albo też następuje dla duszy, z ciała wyzwolonej, chwila ostatecznego odrętwienia w złu, w którym zastyga, podobnie jak woda ścina się w lód, skoro ołowiankę zanurzyć w jej głębiach, gdy właściwie już od dawna znajdowała się ona na stopniu marznięcia.
A teraz dusza wyzwoliła się od wszelkiej niemocy ciała, od wszelkich cierpień, jakie stąd płynęły, jakby krew z ran; teraz jest ona wolną od wszelkiej przeciwności losu, pod którym ugi­nać się musiała, a nigdy złamać nie dała. Teraz dopiero jest ona tym, czym jest, a nie tym, czym być się zdawała! Teraz poświęcenie mogłoby dochodzić swych praw za wyrzeczenie się dóbr; 
męczeństwo swych praw za poniesione męczar­nie; wzgardzona uczciwość i gnębiona niewin­ność swych praw za swój wspaniałomyślny idea­lizm, który cierpiał, milczał i przebaczał; ukryta i nieuznana wierność swych praw wobec szu­mnej reklamy za pozory wypełnionego obowiązku; 
teraz należy otrzymać niejeden krzyż honorowy, teraz może godność niejednego w cichości zno­szonego krzyża wysoko rozbłysnąć! To wszystko jest teraz możliwym, ponieważ dusza bez wszel­kiej zewnętrznej i ziemskiej osłony wstąpiła do owej formy istnienia, gdzie jedynie i wyłącznie jej wartość wewnętrzna, wartość jej duchowego i moralnego życia ma znaczenie!
Oto teraz przyszła śmierć i rzekła do duszy: „Wstań i chodź na sąd, który o wartości twego życia rozstrzygać będzie!" Wzdrygnęła się wtedy dusza pod ciężarem swych win lub zaczęła śpiewać „Benedictus" w błogosławionym przeświadczeniu swej wolności od grzechu i winy! 
Zapomniała ona o cierpieniu śmierci wobec na­dziei błogosławionej nagrody! Myśl zniszczenia ustąpiła myśli nagrody.
A teraz proszę cię znowu, kochany przyjacielu, przeczytaj głośno i powoli słowa, jakie są poniżej podane:
Dusza posiada zdolność do doskonalenia moralnego; W ciągu całego swego życia docze­snego jest ona pod panowaniem sumienia, które jej nakazuje wykonywać dobro i okazać mu po­parcie na świecie wśród bliźnich, a jeśli potrzeba, to życie mu złożyć w ofierze, nie cofając się na­wet przed męczeństwem; Właśnie w chwili śmierci staje się możliwym, aby zdolność do postępu mo­ralnego stała się doskonałością moralną, aby oddanie się złemu stało się porzuceniem duszy na pastwę złemu. I właśnie w chwili śmierci potęguje się dążność moralna do absolutnej wielkości i ma­jestatu, która domaga się bezwarunkowego wypełnienia, względnie sprawiedliwego wynagrodzenia, aż do ostatniego tchnienia i na całą wieczność, dążność moralna, która nawet w obliczu śmierci nie słabnie... ale śmierć kładzie wszystkiemu koniec!
Przeczytaj to jeszcze raz i częściej, jeśli zechcesz i daj mi wówczas odpowiedź na nastę­pujące pytania:
Jeśli powyższe słowa są prawdziwe, czy potęga moralności, żądająca ustawicznie mówie­nia i wyznawania prawdy, nie zginie w wiecznym kłamstwie? Czy ta sama potęga, wymagająca, byś był uczciwym, nie staje się wiarołomstwem? 
I w cóż się obróci, gdy ofiary życia od ciebie chciała na potwierdzenie twych przekonań — a nie da ci nic, prócz wiecznego zniszczenia? Czy nie rozlega się najwyższy rozkaz potęgi moralnej: 
Czuwaj nad wykonaniem dobra we własnej du­szy i na świecie i nie daj ugiąć się złemu?; i czy nie byłoby to końcem wszelkiego dobra i osta­tecznym tryumfem zła, o ile powyższe słowa są prawdziwe?
Czy potęga moralności nie domaga się czystości wewnętrznej; — i czy ostatecznie czystość z plugastwem nie byłyby wrzucone do jednej i tej samej jamy, gdyby dusza nie istniała po śmierci bez względu na wartość lub niegodziwość swego moralnego jestestwa, bez względu na to, czy zasłużyła na szczęśliwą, czy też nieszczęśliwą zapłatę, bez względu dla stanu, w którym wartość wewnętrzna i zewnętrzny los nie stoją już do siebie w krzyczącym przeciwień­stwie, lecz w sprawiedliwej harmonii?
Czy ostateczną znowu wartością istnienia nie byłaby wyraźna niedorzeczność, gdyby poza tragiczną historią dobra ostatecznie stać miał całkiem taki sam epilog, jak za zmyśloną powie­ścią zła: finis? Gdyby bohatera Leonidasa i zdrajcę Efjalesa, gdyby św. Pawła Apostoła wraz z męczenni­kami i Nerona, matkobójcę i prześladowcę chrze­ścijan ostatecznie miał spotkać ten sam los, a z nimi wszystkie dusze pełne szlachetności i wszystkie dusze pełne podłości: finis?
Jest to dawne: albo—albo, przed jakim stoimy! Albo istnieje życie wieczne, albo to, co najczystszego świat posiada, wszelka miłość, wszelka wierność, wszelka ofiara, wszelka szla­chetność duszy, wszelka czystość i moc chara­kteru — są kłamstwem, kłamstwem, niczym innym, jak kłamstwem!
Ale mój przyjacielu, z tym wszystkim jeszcze nie jesteśmy u końca tragedii! Przytoczę ci kilka myśli ze znanej „Pieśni północy" — Fryderyka Nietschego:
„Świat jest głęboki, Głębokim jest jego cierpienie, Rozkosz jest jeszcze głębszą, niż ból serca. 
Ból mówi: ustań!
A rozkosz pragnie wieczności, Pragnie potężnych głębin wieczności!“ „Świat jest głęboki". — Nie na powierzchni wi­dzialnej wzrokowi znajduje się jego rozkosz i jego cierpienie. Jeśli chcesz dowiedzieć się, czym jest rozkosz, prawdziwa rozkosz, zapytaj o nią czło­wieka, który swój obowiązek wiernie wypełnił wszędzie, o ile tylko mógł; zapytaj matki, która wychowała dziecko w wierności dla wiary i w czystości obyczajów; zapytaj uczonego, przed któ­rym otworzyły się nowe horyzonty poznania; 
zapytaj nauczyciela i wychowawcy, który w du­szach młodocianych siał ziarno dobra; zapytaj mężów i niewiast, którzy czynią wysiłki, aby ulżyć losowi swych bliźnich; zapytaj obywatela, który w trudnych godzinach lub po całych nocach myśli i czuwa nad dobrem swego narodu; zapytaj ludzi sztuki, przed którymi piękno staje w zjawie świetlanej; zapytaj kapłana, który znę­kaną i rozbitą duszę pozyskał znowu dla króle­stwa prawdy i dobra; zapytaj wszystkich wyna­lazców, bojowników i krzewicieli technicznego i materialnego postępu, gdy oni obchodzą święto tryumfu ducha nad przyrodą... zapytaj wszystkich tych wszędzie, gdzie są głębie szczęścia ludz­kiego, zapytaj w chwilach, do których chciałoby się powiedzieć: „zostańcie jeszcze, jesteście tak piękne!“ „Świat jest głęboki, głębokim jest jego cierpienie / Może niewiele wiesz o cierpieniu, głębokim cierpieniu świata — o tych cierpieniach w podłużnych salach szpitalnych, w ukośnych izdebkach na poddaszu, o cierpieniach na polu walki i na opuszczonych łożach umierających, o cierpieniach zapoznanych dobrych zamiarów i oszukanej poczciwości i wszystkich ranach ludzkości, jakkolwiek się one nazywają!
„Świat jest głęboki. Głębokim jest jego cierpienie —rozkosz głębsza, niż ból serca!“ Pragnienie szczęścia tkwi w każdym sercu ludzkim, a jego głębie są przepastne. Żadne cierpienie i żaden ból nie potrafią go zniszczyć. 
A nawet człowiek, szukający śmierci, ponieważ nie chce już dłużej znosić swego życia, nie szuka nic innego, jak domniemanej nicości i jej ubogiego szczęścia.
„Cierpienie mówi: ustań!" Tak, gdyby człowiek nie odczuwał nic innego, oprócz cier­pień i bólu, to mógłby z pewnością bez strachu myśleć o wiecznym niebycie / „A rozkosz pragnie wieczności, pragnie potężnych głębin wieczności" / Kto choćby raz na ziemi skosztował prawdzi­wego i szlachetnego szczęścia, o którym poprzednio mówiłem, ten pragnie odtąd szczęścia wiecz­nego! Komu choćby przez godzinę oko zabłysło szczęściem, ten chciałby, aby ta godzina stała się dniem wiecznym. I to dniem, w którym skrzydła duszy nie mdlałyby ustawicznie, jak się to dzieje obecnie, by nigdy więcej nie spadały bezsil­nie z wyżyny ideałów; dniem wiecznym, w któ­rym czarne krople cierpienia mogłyby już nie mącić i zatruwać pucharu szczęścia; dniem wiecznym, w którym by dusza nie potrzebowała już obawiać się utraty swego szczęścia lub ukocha­nych towarzyszy, dzielących z nią to szczęście.
Dusza ludzka przeczuwa, jak wielkiego szczęścia może się domagać, do jak wielkie­go szczęścia byłaby zdolną, kiedy wsłuchuje się w samą siebie i pilnie przysłuchuje się głosom, jakie z serca ku pogodnemu niebu płyną i wraz z wiernymi gwiazdami śpiewają... lekko, z cicha, jak dziecko, któremu jutro wolno będzie powró­cić do domu, do swej ojczyzny, jak dziecko, które śpiewa w nastroju tęsknoty i radości: 
„Ojczyzno, ty miła, ojczyzno droga"/ Ale zamilknij duszo, jeśli kiedyś mogła­byś i musiałabyś umrzeć!
Tęsknisz za domem, moja duszo?... a nie zobaczysz go nigdy, przenigdy!
Chciałabyś, moja duszo, pić szczęście ze źródeł wiecznych?; a jeno deszcz będzie przesiąkał twe rozpadłe ciało, będzie poił twe roz­warte usta!
Chciałabyś, moja duszo, śpiewać wiecznie u tronu Bożego, wesoło jak ptaki śpiewają po rozkwitłych lasach... o biedna duszo, pozazdrość ptaszynie, która szczebiota, dopóki nie nadeszła zgonu godzina; dola ptaszyny, która nie tęskni za szczęściem wiecznym, szczęśliwszą jest, niż twój los, biedny człowiecze! Wszak cię jeno nieco tylko głębiej do ziemi zagrzebią, niż martwe zwierzę, i jeśli twa dusza na równi z ciałem przestanie i s t n i e ć — nie ma okropniejszej tragedii i okrutniejszej ironii, niż ostatnie słowo, wyrzeczone na twej mogile: „Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci na wieki wieków. Amen.
Sądzę, że całą swą duszą, kochany przyjacielu, oburzasz się na takie przypuszczenia, jakie obecnie aż do ostatnich konsekwencji doprowadziliśmy!
Nie, to niemożliwe, aby ostateczną wartością istnienia ludzkiego była całkowita niedorzeczność!
N i e m o ż l i w y m jest, by dążenie duszy ludzkiej do posiadania prawdy miało być jeno marą zwodniczą, by miało na wieki nieziszczonym pozostać, by chwila zgonu, zamiast całkowitego zaspokojenia, jeno wieczysty zawód przyniosła. — Nie! Dusza ludzka istnieć powinna, będzie nadal istniała ze względu na majestat i powagę prawdy!
Niemożliwym jest, aby świadomość moralna w duszy ludzkiej była tylko błędnym ogniskiem, ponieważ jej wymagania pozostałyby na wieki niespełnione w chwili, kiedy mogłyby znaleźć swe całkowite ziszczenie — w chwili śmierci.
Niemożliwym jest, aby świadomość moralna, domagająca się w celu wykonania swych żądań nawet ofiary z życia i w obliczu śmierci dosięgająca największego stopnia napięcia, by świadomość ta była skazana na całkowitą zagładę w wiecznej śmierci duszy, by w tej chwili właśnie, kiedy przemawia najintensywniej, gdy nad wszechwładztwem śmierci nawet odnosi tryumf, zgon swój znalazła w wiecznej śmierci ciała i duszy.
Dusza ludzka istnieć powinna i będzie istniała ze względu na majestat i powagę mo­ralności!
Wreszcie niemożliwym jest, aby dusza posiadała zdolność do uczuć najwznioślejszych i nosiła w sobie nienasycony głód szczęścia po to jedynie, by go nigdy nie zaspokoić na ziemi, by nawet w chwili śmierci nie móc tego dokonać, gdy pozostaje jej tylko na rozpostartych skrzydłach odlecieć w błogosławioną krainę wiecznej szczęśliwości.
Niemożliwym jest, aby najwznioślejsza tęsknota, jaka się w chwilach czystego szczęścia ziemskiego wydobywa z duszy ludzkiej, znalazła ostateczną dla siebie odpowiedź w szyderstwie i hańbie wiecznej zagłady!
I dlatego dusza ludzka powinna i będzie istniała poza grobem na wieki, ponieważ całe istnienie doczesne ma tylko wówczas dla człowieka wartość, gdy poza nim stoją nie sło­wa: „Wierzę w śmierć wieczną", lecz inne: „Wie­rzę w żywot wieczny."

Popularne posty z tego bloga

TECHNIKA OOBE

OSTATNIE USTALENIA

ONE UNIVERSE IS COMPLETELY ENOUGH ☺️✨