20. Możliwość bezcielesnego istnienia duszy.
I.
Mózg jest narzędziem duszy — nie zapominajmy o tym, kochany przyjacielu.
Na tym narzędziu wykonuje się kunsztowna gra zjawisk psychicznych. Ale co będzie, gdy śmierć wyrwie duszy to narzędzie i zniweczy je?
Aby otrzymać odpowiedź, powróćmy znowu do porównania artysty z jego instrumentem! Jeśli instrument artysty uległ zniszczeniu, to nie znaczy jeszcze, że i sam artysta zginął. Nie inaczej rzecz się ma i z duszą: jeśli jej narzędzie — mózg rozkłada się przy śmierci i ulega zniszczeniu, to nie oznacza zarazem, że dusza też uległa śmierci i zniszczeniu.
Ale niewiara zaprzecza temu z całą zawziętością! Zgadzam się, twierdzi niewiara, że w ciągu całego życia ludzkiego porównanie artysty i jego instrumentu daje się dobrze zastosować do stosunku mózgu i duszy. Ale z chwilą śmierci ustaje zastosowanie tego porównania. Mogę o artyście powiedzieć, iż on żyć będzie, choćby jego instrument uległ zniszczeniu, ale nie mogę tego twierdzić o duszy. Dlaczego? Mogę to powiedzieć o artyście, ponieważ jego życie może mieć jeszcze inną treść, niż wykonanie dźwięków. Artysta, choćby mu zabrano wszelki instrument, może w jakiś inny sposób wykazać swą działalność; on może śpiewać, pisać wiersze, może oddać się pracy naukowej, krótko mówiąc, może znaleźć sobie inną jakąś treść w życiu.
Ale dusza, powiada niewiara, nie może tego dokonać i dlatego nie mogę przystać na to, aby dusza mogła istnieć po zniszczeniu jej narzędzia — mózgu. Dusza nie może sobie znaleźć żadnej nowej treści życiowej. Wykonanie dźwięków nie jest jedyną treścią w życiu artysty, ale za to przebieg zjawisk psychicznych jest jedyną treścią życiową dla duszy. Cóż tedy dusza ma czynić innego, jeśli będzie zupełnie pozbawiona materiału do opracowania, jakiego jej dostarczają nerwy i mózg. Jeśli artyście zabraknie strun na instrumencie, którymi się posługuje, opracowując je w sposób sobie właściwy i genialny, to wtedy może czymś innym się zająć i trudnić! Ale co ma czynić dusza, jeśli ze świata zewnętrznego przez nerwy i wibracje mózgowe nie dochodzą już jej żadne podniety, na które ona mogłaby odpowiedzieć czuciem, myślą, żądzą, uczuciem i. t. d.? Cóż innego wówczas mogłaby dusza czynić? Nie istnieje przecież nic już więcej dla niej; — dusza zatem musi zginąć ze śmiercią ciała, z rozkładem mózgu, ponieważ nie otrzymuje ona już żadnego pokarmu dla życia; tym pewniej przeto musi ona zgasnąć, jak gaśnie płomień, kiedy świeca spalona do szczętu, ponieważ materiał, z którego dusza swój pokarm czerpała, ma się ku końcowi.
Tak, tak jest, powie materialista, z rozkładem narządu zmysłowego w postaci mózgu dusza jest odcięta od wszelkiej dostawy pokarmu.
Nie olśniewa już jej żadna okazałość barw, nie posłyszy ona już żadnego akordu, nie poruszy i nie podnieci już jej żaden zapach, żadna słodycz, żadna piękność szlachetnych kształtów, ponieważ złote puchary zamarłych zmysłów nie mogą już czerpać z wielkiego źródła życia i sprowadzać jego strumieni do czaszy mózgowej, z której dusza napój zdobywa. I dlatego dusza musi zginąć wraz z ciałem, ponieważ już żadnego pokarmu, żadnej treści życia nie posiada.
2.
Materializm będzie się jeszcze powoływał na duszę u zwierząt, wskazując jej ograniczoność istnienia jako dowód przeciw wiecznemu istnieniu duszy ludzkiej.
Będzie on twierdził, że i u zwierząt dusza nie istnieje po śmierci ciała. Pogląd o istnieniu duszy zwierzęcej po śmierci ciała, a względnie mózgu zwierzęcego, pozbawiony jest faktycznie wszelkiej podstawy. Cóż bowiem miałaby czynić lub mieć do czynienia dusza maleńkiej ptaszyny, ugodzonej śmiertelnym strzałem, skoro ze zniszczeniem narządów zmysłowych i mózgu żadna jutrzenka już jej nie przyświeca, żaden kwiatek już jej nie nęci, a gardziołko jej nie może już dźwięków radości wydawać? — Dusza zwierzęca nie rości sobie żadnego prawa do tego, aby istnieć po śmierci swego ciała; całe zadanie istnienia duszy zwierzęcej wyraża się w odbudowaniu ciała, które do niej należało, w wykonaniu służby, mającej na celu utrzymanie i rozmnożenie gatunku, do jakiego zwierzę należało... potem może ona już odejść, potem musi ona zginąć!
I tak też będzie z duszą ludzką: jeśli dla niej nie istnieje żadna treść życiowa i żadna możliwość ujawnienia w jakikolwiek sposób swej działalności — to musi ona, to powinna ona zginąć.
3.
Odniosłeś zapewne, mój przyjacielu, już nie raz wrażenie, że wnioski materializmu na pierwszy rzut oka podobne są do żelaznego łańcucha, którego ogniwa nie dają się skruszyć. Jeśli zaś im przyjrzeć się bliżej, to zawsze jedno lub dwa ogniwa w tym łańcuchu wniosków nie trzymają się i jednym szarpnięciem w tym słabym miejscu bardzo łatwo można cały łańcuch rozerwać.
Nie inaczej rzecz się ma z naszą sporną kwestią. Na wszystko, co materializm o duszy zwierzęcej mówi, można się bez wahania zgodzić. Można bez wahania pisać się na zdanie:
jeśli (ze śmiercią) dla duszy ludzkiej nie istnieje żadna treść życiowa, żadna możliwość, aby w jakikolwiek inny sposób ujawniła swą działalność, to musi ona, to powinna ona zginąć!
Tak, w takim razie musi ona zginąć — to jest prawda, gdyż bez treści istnienia nie istnieje dla duszy żadna już możliwość istnienia!
I w tym przypadku powinna ona też zginąć — to jest też prawdą, gdyż dusza, nie mając już żadnej wartości życiowej, nie ma też wartości istnienia!
To wszystko jest prawdziwe i słuszne, kochany przyjacielu, nie ma jednak żadnego zastosowania do duszy ludzkiej, gdyż właśnie dusza ludzka nawet po śmierci ciała posiada jeszcze pewną i to nadzwyczaj cenną treść życiową.
Aby się o tym przekonać, trzeba się bliżej zastanowić nad tematem „duszy ludzkiej i duszy zwierzęcej."
Kto by chciał zadanie życiowe zwierząt i ich duszę określić możliwie najdokładniej, ten mógłby powiedzieć, że ich ostatecznym i jedynym celem jest wytworzenie ciała zwierzęcego i utrzymanie gatunku. Zadanie zaś życia ludzkiego i duszy ludzkiej wychodzi daleko poza ten cel.
Nikt bowiem nie będzie na serio twierdził, że człowiek po to jedynie żyje na ziemi, aby umiłowane ciało karmić, pielęgnować i utrzymywać, aby założyć rodzinę i tym sposobem przyczyniać się do dalszego istnienia ludzkości.
Nie, życiu ludzkiemu bowiem przyświeca zgoła inna wartość, niż dziki głód lub pospolita miłość.
Głód u zwierzęcia jest zaspokojony, gdy znajdzie ono dostateczną ilość pełnych ziarnek na polu, a pragnienie jego jest ugaszone, gdy zwierzę napije się do syta z czystego źródła w lesie.
Zwierzę bada świat o tyle tylko, o ile to jest przydatnym do zachowania siebie i gatunku;
dalsze i głębsze zainteresowanie, pytanie o istocie, celu i związku rzeczy, badanie rzeczy nieznanych i godnych poznania, stawianie problematów nie istnieje dla zwierząt. Żaden jeszcze biały niedźwiedź nie wpadł na pomysł, by nie tylko urządzać polowanie na psy morskie, lecz zająć się także badaniem krain podbiegunowych; jeszcze nigdy, chyba tylko w bajce, nie miała miejsca narada nad tym, jakby kotu przywiązać dzwonek do ogona, aby w ten sposób polepszyć sytuację społeczną klas niższych uciśnionych myszy; żaden jeszcze uczony wąż nie wpadł na pomysł, by przeprowadzić badanie o znaczeniu węży w mitach ludowych, a żadnej kotce, która swym kociętom coś za piecem mruczy, nie przyszło nigdy na myśl, by opowiedzieć im również koleje bardzo ruchliwych losów narodu kociego od owych dobrych, dawnych czasów, gdy im niegdyś w Egipcie boską cześć oddawano, aż do jeszcze lepszych czasów dzisiejszych, gdzie dochodzi do tego, że kotom i psom budują cmentarze.
Powiesz mi na to, że właśnie zwierzę nie umie swych myśli wyrazić w mowie i na piśmie! Ale, mój przyjacielu, choćby zwierzę posiadało władzę mowy, to jednak nic by nie powiedziało, ponieważ ono właśnie nic powiedzieć nie umie. Gdyby słynne na cały świat ptaki, które niegdyś Kapitol Rzymski uratowały, mogły mówić tak dobrze, jak gęgać umieją, to nie umiałyby jednak nigdy swemu potomstwu powiedzieć coś o tym, jak ważną niegdyś w historii odegrały rolę. I gdybym cię poprosił, abyś zechciał sobie wyobrazić, jak gdzieś na stawie te gęgające stworzenia opowiadają sobie o wielkim czynie swych prababek i wszechświatowych tegoż skutkach, to głośnym wybuchnąłbyś śmiechem.
I słusznie! W rzeczy samej jest śmiesznością przypisywać zwierzętom zdolność tworzenia obrazów z historii przeszłości.
Zwierzę nie posiada nawet zdolności do wytworzenia jakichkolwiek pojęć abstrakcyjnych w stosunku do rzeczy lub wydarzeń.
Zwierzę drapieżne, zamknięte w pułapce, odczuwa całe mnóstwo wrażeń, związanych z niewygodami obecnego swego położenia. Ale wznieść się do porównania z istnieniem na swobodzie niespełna może przed półgodziną i tym sposobem wytworzyć sobie pojęcie wolności, do tego nie brak mu niczego, prócz rzeczy głównej: skrzydeł ducha, unoszących duszę jedynie ludzką do krainy pojęć i ideałów, która dla zwierzęcia pozostanie na zawsze zamkniętą.
Zwierzę nie posiada żadnej zdolności do refleksji, to jest do poznania faktów przez wydanie o nich sądu i zrobienia z nich odpowiedniego użytku. Dlatego też nie może być żadnej historii cywilizacji u zwierząt. Wędrowne ptaki wpadają w XX. wieku z taką samą głupotą na grube szyby latarni morskich, rozbijając sobie o nie głowy, jak przed tysiącem lat w ogniach, oświetlających brzegi fenickie, osmalały sobie skrzydła.
A co za drogę odbył umysł ludzki od owych czasów, kiedy gdzieś na wybrzeżu utrzymywane z trudem ognisko ostrzegało proste czółna przed rafami, aż do obecnej chwili, kiedy nadzwyczaj pomysłowo ustawione światło latarni morskich eskortuje olbrzymie arcydzieła współczesnej techniki w postaci okrętów wojennych z całym ich bogactwem i rynsztunkiem po wzburzonym morzu i wśród mielizn piaszczystych!
A zwierzę nie dokonało ani jednego wynalazku, nie zapoczątkowało najprostszej choćby kultury. Niektórzy utrzymują, że wiele małp posługiwało się kamieniami dla rozbijania orzechów lub twardych owoców, a od tego do wynalezienia młotka niewielki tylko pozostaje krok!
Tak, dobrze, ale właśnie krótkość tego kroku nie wskazuje, jakoby go można łatwo wykonać, lecz że właśnie tylko całkowity brak myślenia u zwierząt stoi na przeszkodzie do wykonania tego niewielkiego kroku. Człowiek zrobił ten krok dziecinny i tysiące innych olbrzymich kroków ponad to, a zwierzę — nie!
Innymi słowy, zwierzę poznaje rzeczy, z którymi się styka, ale na tyle tylko, na ile one służą do utrzymania jego ciała, wtedy działa ono z całą niezwykłą pewnością instynktu. Ale poza to nie wykracza ono, pozostając całkowicie w granicach rzeczy cielesnych, skute obręczą zmysłów i instynktu. Gdzie ta obręcz pozornie zdaje się być przerwana, tam w rzeczywistości nie umysł działa, lecz w grę wchodzi tresura. Można osiągnąć to, że wyuczony orangutan z ogrodu zoologicznego będzie umiał posiłkować się nożem i widelcem, trzymać w ręku gazetę, palić papierosy i nosić z powagą bardzo modny krawat; — ale gdyby zostawić temu zwierzęciu swobodę biegania po rodzinnych swych lasach, to nie stanie się ono Prometeuszem, choćby w świecie małpim, lecz wkrótce powróci do swego stanu dzikości;
Zwierzę posiada też wyobrażenia o „dobrym i złym", tylko na tyle, na ile one stoją w związku z budową i utrzymaniem własnego ciała. Co dla zwierzęcia jest pożytecznym, to jest „dobrym", a co mu szkodzi — to jest „złem.“ Zwierzę zna zatem „dobro i zło“ w tym niemal znaczeniu, jakie odpowiada pojęciom, wyrażonym w zdaniu: „Czuję się dobrze" i „czuję się źle.“ Ale do sądu „jestem dobrym — jestem złym" — żadne się jeszcze zwierzę nie wzniosło. Zwierzę jest absolutnie niezdolne do wydania sądu o wartości rzeczy. Żaden umierający lew nie odczuwał nigdy jakichś wyrzutów sumienia przy wspomnieniu, jak ludzi zamiast antylopy pożerał.
Następnie zwierzę odczuwa jedynie to, co ma związek z j e g o własnym dobrobytem lub szkodą; ono odczuwa, co mu robi dobrze, a co mu sprawia cierpienie; jest ono zupełnie i całkowicie pochłonięte przez uczucie o własnej pomyślności — przez egoizm. Nie jest ono zdolne do uczuć względem innych (do tak zwanego altruizmu), do uczuć, opartych na wartości i ocenie moralnej. Zwierzę nie zna takich rzeczy, jak uśmiech szczęścia, gdy się mówi: dobrze ci zrobiłem, ani łez skruchy i żalu przy słowach: wyrządziłem ci krzywdę!
Niech nam nie robią zarzutu z faktu wspólnego pożycia zwierząt!
Chodzi tutaj po części o całkiem egoistyczne pobudki, jeśli w ogóle można tego słowa użyć, po części o instynktowe skupianie się w stada, kolonie i. t. d.
Niech nam też nie robią zarzutu z faktu miłości macierzyńskiej u zwierząt! Ta nie przekracza nigdy instynktu i zdolności wrodzonej i nie wznosi się w sferę duchową; samica „kocha“ podrzucone sobie młode równie dobrze, jak swe własne; a gdy młode zwierzę nie potrzebuje już nadal pieczy matki i ją porzuca lub zabierają je od niej, to i matka zapomina o nim w zupełności.
Nie można tego wszystkiego porównywać ze stosunkami ludzkimi! Człowiek jedynie może nadać swym stosunkom charakter miłości, a więc charakter duchowo-moralny. — Zwierzę zna tylko stosunki, oparte na korzyści i pomocy fizycznej! I tylko matka ludzka względem swego dziecka jest zdolna do prawdziwej miłości matczynej, opartej na wartości wewnętrznej; dla matki ludzkiej tylko jej własne dziecko jest dzieckiem i matka nie zapomina nigdy swego dziecka, choćby nawet pamięć o nim wyrazić mogła jedynie przez zapalenie nikłego płomyka świecy w Dzień Zaduszny na mogile grzesznika.
Zwierzę nie jest zdolne ani do uczuć moralnych, ani do doskonalenia moralnego!
Pies już od dawnych czasów jest wyniesiony przez człowieka na stanowisko wiernego jego towarzysza. Ale psy nie zadały sobie jeszcze nigdy najlżejszego trudu w kierunku zmiany swego postępowania, aby nadal nie można już było właśnie z przymiotów rodzaju psiego robić porównań, pełnych cynizmu.
Sroki nie pozbyły się dotąd jeszcze żądzy kradzieży i są dotychczas jeszcze grzesznicami, w które dzieci szkolne rzucają kamienie po przeczytaniu po raz pierwszy ustępu: „Sroka — złodziejem. / Królewski tygrys pozostał dotąd jeszcze skrytobójcą i ludożercą, niegodnym swego szczytnego imienia.
Powiesz może, kochany przyjacielu, abym lepiej nie żartował i nie zapominał o tym, że nikt nie może zwierzęciu powiedzieć, w czym jego postępowanie jest niemoralnym i z czego miałoby się ono poprawiać! Otóż i o to chodzi, że zwierzę nie ma pojęcia o poprawie. W najlepszym razie ono rozumie głaskanie ręką lub głośne wołanie, lub smaganie biczem — ale to już wszystko.
Co jest ponadto, to obija się o głuche uszy, dla których nie ma żadnego „Ephphetha“ (otwórz się).
Zwierzę nie ma wreszcie żadnej religii! Ono nie umie wznieść swego spojrzenia ku potęgom niebieskim w chwilach szczęścia i cierpienia, nędzy i śmierci. W obozie niewiary całkiem serio zastanawiano się nad pytaniem, czy w szczekaniu, jakim wiele psów wita wschodzącą pełnię księżyca, nie należy upatrywać pierwszych lekkich przeczuć nadziemskiej (?) istoty; ale nie warto z pewnością sobie trudu zadawać badaniem takich niedorzeczności; można by równie dobrze w znanym pisku ogoniastych gości na dachu domyślać się jakiegoś przeczucia pozaświatowej muzyki niebiańskiej i jej oddźwięku w religijnie nastrojonych duszach kocich.
Nie, zwierzę nie ma żadnej religii! I co poeci prawią o „wieczornej modlitwie ptasząt do swego Stwórcy, to może odczuć bardzo głęboko i pięknie właśnie człowiek religijny i idealizujący, ale nie zwierzę, które nie zna żadnej modlitwy, a swego Stwórcę uwielbia, wypełniając po prostu cel jedynie swego istnienia!
A celem istnienia zwierząt i duszy zwierzęcej — ujmując obecnie krótko wszystko powyżej powiedziane — jest wytworzenie ciała zwierzęcego i zachowanie gatunku. Dusza zwierzęca zostaje na służbie ciała i na służbie gatunku. Ona tworzy jedynie wartości o charakterze cielesnym, jeśli się można tak wyrazić, przemijające zatem wartości. Skoro więc samo ciało ginie, to i jej zadanie jest skończone;
inne zadanie nie istnieje dla zwierzęcia; — wraz z ciałem zwierząt może zatem i musi zginąć również ich dusza!
A jeśli zwierzę miało pieczę o tym, aby swój gatunek utrwalić, to i pod tym względem zadanie życiowe duszy zwierzęcej jest wypełnione, zadanie życiowe zostało przekazane innym jednostkom; — dusza zwierzęca może i musi teraz zginąć!
Dlatego to śmierć ciała u zwierząt jest również kresem ich duszy.
5.
Mówiliśmy o zwierzętach, ich zadaniu i ich treści życiowej.
Jakie zaś jest zadanie i treść życia ludzkiego?
Możemy się tutaj nieco krócej wyrazić. Chodzi tu przecież o prawdy, z którymi jesteś, mój przyjacielu, od młodości obeznany.
Na czym polega zadanie życiowe duszy ludzkiej. Czy cała jej działalność nie sprowadza się do ukształcenia ciała, do pieczy o dalsze zachowanie ludzkości?
Nie, nigdy nie można tego na serio twierdzić. Jeśli u zwierząt dusza jest na służbie ciała, to u człowieka ciało jest na służbie duszy. Jeśli u zwierząt dusza jest pogrążona niejako w materii, to u człowieka materia jest niejako pochłonięta przez duszę.
Człowiek w stosunku do materii jest samodzielnym panem i władcą; zwierzę znajduje się całkowicie w więzach materii, jako niewolnik.
Człowiek bierze bryłę marmuru i tworzy z niej posąg bóstwa! Naciąga on niemą strunę i każę jej cieszyć się i radować — żalić się i skarżyć. Zmusza on promień światła, aby mu opowiedział o światach, jakich żadne oko nie widziało, i dostarczył wiadomości o ich istocie i własnościach. Sięgnął on wzrokiem w rozległe bez miary przestrzenie wszechświata; obliczył olbrzymie masy jego materii i siły, odkrył nie mniej wielki świat w nieskończenie małym i rozdzielił atomy na elektrony.
Rozszalałe żywioły powstają przeciw niemu, druzgocąc i niszcząc wszystko na jego drodze, ale jego okrzyk tryumfu zagłusza ich ryk ponury! Skały walą się nań, gdy pragnie wykuć sobie ścieżkę dla komunikacji, lecz on przebojem toruje sobie przejście w podziemiach pokładów pierwotnych! Człowiek zaostrza swój wzrok w teleskopie i mikroskopie, swój słuch w mikrofonie, roznosi swój głos przez telefon, a swemu słowu przypina skrzydła w telegrafie! Energię snujących się i rwących potoków przekształca w dobroczynne światło elektryczności, a swą rękę czyni niemal wszechmocną przez groźną potęgę, wynalezionej przez siebie materii wybuchowej w małej dozie.
A teraz powiedz mi, czy nie ma już żadnej możliwości dla duszy, by istniała nadal, gdy już nie może być czynną w kilkuset gramach materii mózgowej, skoro w ciągu całego życia z olbrzymią masą materii we wszechświecie, jak gdyby formalnie igrała?
Odpowiesz mi na to, że skoro dusza tak samowładnie pracowała nad materiałem wrażeń, jakie jej przez nerwy i mózg dostarczone były, może niedorzecznym jest twierdzenie, jakoby nie miała możliwości istnienia samodzielnego, gdy zerwane zostały włókna, łączące ją ze światem, włókna nerwowe pięciu zmysłów.
Ale zadasz mi pytanie, w jaki tedy inny sposób oddzielona od ciała dusza może wejść w porozumienie ze światem widzialnym, jeśli nie przez znanych nam pięć zmysłów.
Na to pytanie tak mało mogę ci odpowiedzieć, jak na ogół człowiek odpowiedzieć może.
Brak nam pod tym względem wszelkiego doświadczenia, w jaki sposób kiedyś dusza bez nerwów i mózgu będzie czynna.
Moglibyśmy co do tego robić tylko przypuszczenia! Wtedy dusza nie będzie wykonywała już z pewnością aktów poznania, ani też badała za pomocą zmysłów. Cała jej działalność będzie miała raczej nadziemski charakter — w przypuszczeniu oczywiście, że dusza na ogół zajmuje się światem zewnętrznym, z którego przez śmierć wystąpiła.
I nie ma żadnej zgoła podstawy do przypuszczenia, że wyzwolona z ciała dusza musi na ogół zajmować się jeszcze światem widzialnym. Dusza bowiem ma jeszcze inny, nieskończenie piękniejszy i cenniejszy świat, jakim po śmierci ciała może się zająć, a jest nim:
jej własny świat wewnętrzny, świat ducha.
6.
Te ostatnie słowa tworzą obecnie po prostu sedno naszej kwestii, czy dla duszy, wyzwolonej przez śmierć ciała, istnieje możliwość pozacielesnego istnienia lub nie.
Powtarzam, nie chcemy twierdzić, że wyzwolona z ciała dusza ludzka w ogóle nie ma już odtąd żadnych zgoła stosunków ze światem. Jest prawdopodobnym, że dusza po śmierci odczuwa płynący ku niej c a ł y prąd świata zewnętrznego, z którego do tej pory odbierała tylko pojedyncze fale, idące pięcioma kanałami, można powiedzieć, fale eteru przez pięć kanałów w postaci nerwów zmysłowych. Jest to prawdopodobnym, jakkolwiek równie mało wiemy, w jaki sposób mogą oddziaływać na duszę wibracje eteru bez pośrednictwa nerwów i mózgu, zarówno jak i z tym pośrednictwem. Wiemy tylko, że zjawiska duchowe nie są skutkiem zjawisk materialnych, lecz tylko odpowiedzią duszy na nie; i czy zapytuję, jak ruchy eteru, czy zapytuję jak ruchy mózgowe mogą oddziaływać na duszę w ten sposób, iż ta na nie odpowiada, to jest ostatecznie wszystko jedno.
Chodzi w obu przypadkach o problemat wpływu materii na ducha. Że ten wpływ jest faktem, to widzimy z naszego własnego doświadczenia; całe życie nasze ma charakter podwójny, duchowo-cielesny, ale w jaki sposób ten wpływ się odbywa tego nikt nie wie! A choćby stosunek duszy ze światem zewnętrznym miał być zerwany w chwili śmierci, to jednak okres życia duszy w ciele posiada wielkie znaczenie. Różnorodne podniety zostały dostarczone duszy z pięknego świata Bożego; —owszem, chciałbym powiedzieć, iż była to tylko jakby lekka przygrywka do przyszłych dźwięków harmonijnych w wieczności, ale to wszystko, kochany przyjacielu, nie porusza istoty naszej kwestii tak, jakby ją należało omówić! A ta istota kwestii głosi, co następuje: Dusza ludzka nie potrzebuje już koniecznie widzialnego świata, aby po śmierci posiadać treść życia; ma ona swój świat wewnętrzny, który zabezpiecza treść jej życia i istnienia, a więc i możliwość istnienia.
Dusza ludzka posiada niezależny od materii świat wewnętrzny i dlatego może zawsze istnieć; dusza zwierzęca ma jedynie świat wewnętrzny z materią związany i w służbie materii zostający, dlatego ona nie może istnieć — skoro materia narządu zmysłowego i mózgu rozpada się przy śmierci; tak głosiło zdanie, idące po dwóch pierwszych — Dusza ludzka ma, niezależny od materii i nie zostający na służbie materii, świat wewnętrzny;
Jest nim przede wszystkim wielkie królestwo prawdy, pojęć i ideałów, którymi człowiek daleko silniej żyje, niż kłosami ziemi i jej ziarnem.
Pierwszym istotnym głodem dziecka, w którym budzi się rozum, jest to głód myśli. „Mamo, opowiedz mi coś“, tak prosi dziecina i dusza jej nasyca się najlepiej ze źródła, wytryskującego w królestwie ideałów dziecięcych, ze źródła bajek!
Najdotkliwszym głodem dla człowieka jest głód prawdy. Trzeba raz wyraźnie i jasno przeciwstawić, jak zwierzę wszystkie poruszenia swej duszy, całą wdzięczność i wierność może zapomnieć dla ciała, któremu głód dokucza, — i jak człowiek nawet o najsilniejszych pokusach ciała i krwi może zapomnieć dla duszy, której głód prawdy doskwiera!
Drapieżne zwierzę pustyni może po całych dniach i nocach leżeć na czatach, ponieważ nie może zapomnieć swego głodu; — człowiek zaś całymi dniami i nocami może obserwować zwierzę, nie zważając na głód i niebezpieczeństwo, jedynie dlatego, że go męczy pragnienie wiedzy!
Tak, prawdą właściwie żyje człowiek.
Gdy zwierzę zagrzebuje się do ziemi lub zanurza w głębinach morskich, to szuka tam dla siebie jedynie schroniska lub pokarmu, — człowiek zaś szuka tam materiału do wiedzy! Zwierzę wykonuje wszystko, co jest mu dostępne po to tylko, by swe ciało utrzymać, — człowiek potrafi swe ciało wyniszczyć po to, aby najlepiej wykonać swą służbę względem prawdy i obowiązku!
Powiedziałem: służbę względem obowiązku!
Przezeń wstępujemy w nową, zamkniętą dla zwierzęcia, dziedzinę, w dziedzinę dobra moralnego!
Zwierzę zna tylko dobro cielesne, człowiekowi znanym jest dobro moralne.
I tutaj również jedynie człowiek może tak daleko zajść, iż wypełniając służbę obowiązku własnego lub służbę niesienia bliźnim pomocy, nawet zgoła obcym dla siebie, nie myśli o własnym cielesnym życiu i poświęca się z całą świadomością i swobodą woli. Jest to paradoks pełen najgłębszej treści, że człowiek swe własne życie może oddać, żyjąc wypełnieniem obowiązku i poświęceniem dla bliźnich! Głębokie znaczenie tkwi właśnie w tym, że dusza ludzka (zgoła inaczej, niż dusza zwierzęca) pozostaje nie w służbie dóbr materialnych, lecz wyższych, dóbr duchowych!
I w człowieku jedynie tkwi dążenie do s z c z ę ś l i w o ś c i - do szczęścia, które nie ma na celu wyłącznie dobrobytu cielesnego (jak u zwierząt), lecz rozwój i kształcenie wszystkich wewnętrznych przymiotów i skłonności duszy, słowem ma na celu doskonalenie duszy.
Człowiek może dobrowolnie wyrzec się wszystkiego, nawet swego życia cielesnego. Jednego tylko nie może on nigdy się wyzbyć, mianowicie tego, co za swe szczęście uważa. A za swe szczęście uważa człowiek zawsze taki stan, który mu zapewnia rozwój i zaspokojenie wszystkich jego przymiotów, upodobań i skłonności.
Istnieje może wielka różnica między potrzebą szczęścia u negra australijskiego, współczesnego światowca i, dajmy na to, umierającego św. Franciszka Ksawerego, którego ostatnim słowem było: „Panie, daj mi dusze" - ale między nimi trzema nie ma żadnej różnicy w tym, że każdy chciałby ujrzeć spełnienie swej najgorętszej tęsknoty, która płonie w sercach, jak wieczne światełko przed obrazem wymarzonego ideału!
A ponieważ ludzie nigdy nie znaleźli na ziemi rozwiązania tajemnic i ostatniego zaspokojenia swej tęsknoty, dlatego mają wzrok ku niebu podniesiony, czy tam ich nie czeka prawda i szczęście. Człowiek posiada dar niebios w postaci religii; — on jedynie, a zwierzę jej nie zna!
Straszna tragedia tkwi w pewnych obrazach dawnego Egiptu, przedstawiających wierzenia religijne. Widać na nich postaci ludzi, klęczących przed świętym zwierzęciem Apisem, z modlitwą na ustach, z pytającym wzrokiem i błagalnie wyciągniętymi rękoma. Zwierzę spogląda bezmyślnie na proszącego i — żuje dalej, aby swój głód zaspokoić. A człowiek? — on klęczy i klęczy, modli się i modli ustawicznie..., aby również swój głód zaspokoić!
Czy rozumiesz teraz, kochany przyjacielu, czym dusza żyje?
7.
Czas już przejść do wniosku!
Treścią życiową dla zwierząt jest ich istota cielesna! Treścią życia ludzkiego jest istota duchowa. Zwierzę tworzy według gatunku swego ciało z materii, jakiej mu świat dostarcza; człowiek tworzy sobie królestwo prawdy, moralności, szczęśliwości, - ale materia, jakiej mu nerwy i mózg do tego dostarczają, pośrednicząc w odbieraniu wrażeń z otaczającego świata, ta materia jest tak przekształcona, opromieniona, uduchowiona, iż staje się zupełnie samoistną, od materii zgoła niezależną, treścią życia duszy!
A stąd wynika, iż dusza zwierzęca nie ma już samoistnej treści życiowej, gdy ciało rozpada się po śmierci; dusza ludzka jednak posiada samoistną treść życiową, gdy z chwilą śmierci wyzwala się od ciała.
Dusza zwierzęca nie może nadal istnieć, ponieważ nie ma już żadnej treści życiowej — dusza ludzka może nadal istnieć, ponieważ ma na swe usługi samoistną treść życiową.
Dusza ludzka może nadal istnieć... ale czy ona będzie faktycznie nadal istniała po śmierci ciała?
Zakończmy, kochany przyjacielu, tym pytaniem, doszliśmy bowiem do naszego tymczasowego celu.
Cel ten, jeśli mi wolno przypomnieć ci, polegał na odpowiedzi na pytanie, czy dusza ludzka nawet wówczas jest zdolna istnieć, gdy jej kiedyś brak będzie nerwów i mózgu, aby wejść w styczność ze światem materialnym.
Odpowiedź głosi: Tak, ponieważ dusza utworzyła sobie, z otrzymanych ze świata widzialnego wrażeń, zupełnie samoistny świat duchowy, polegający na pojęciach prawdy, moralności, szczęścia i poglądach religijnych; ten świat duchowy będzie jej treścią życiową po śmierci ciała.
Nie godzi się robić zarzutu, że nie ma żadnych myśli bez nerwów i mózgu. Owszem, bez nerwów i mózgu nie może już być żadnej zmysłowej łączności duszy z otaczającym światem, ale duchowa działalność duszy jest już w tym życiu ponadzmysłową; taką ona będzie po śmierci tym bardziej, że nie będzie potrzebowała już wówczas szaty zmysłowej. A przy tym nie wiemy, czy wyzwolonej z ciała duszy trudniej będzie spostrzegać materialne zjawiska ruchu, niż to jest obecnie możliwe dla duszy, przebywającej w ciele, spostrzegać zjawiska w mózgu, a więc również materialne zjawiska ruchu.
Czy przeto dusza ludzka po śmierci będzie pozbawiona styczności ze ś w i a t e m zmysłowym, czy nie, to jest rzeczą obojętną. Ponieważ w obu wypadkach dusza ludzka posiada świat duchowy, wewnętrzny, jako treść swego życia — należy uznać możliwość jej istnienia po śmierci ciała.
Można by co najwyżej postawić jeszcze pytanie, jakże tedy rzecz się przedstawia w stosunku do tych dusz, które sobie treści duchowej nigdy nie mogły zdobyć, ponieważ śmierć pierwej oddzieliła duszę od ciała, zanim ona do pełnoletności i dojrzałości duchowej doszła. Ileż to bowiem dusz dziecięcych opuszcza ziemię przedwcześnie, i jakże wiele dusz pozostaje w ciągu całego swego doczesnego istnienia otoczonymi posępną nocą duchową.
Jednak właśnie dla tych dusz chwila śmierci będzie też chwilą wyzwolenia ze wszystkich cielesnych stanów i chwila, która, drzemiące w duszy ludzkiej pod powłoką jeszcze nierozwiniętego lub mało rozwiniętego mózgu, zawiązki duchowe obudzą. Nie znaczy to, jakoby w doczesnym życiu miały się te zawiązki duchowe rozwinąć, lecz że na ogół istnieją one i mogą dojść do doskonałości, skoro dusza będzie wyzwolona.
W duszy zwierzęcej nie ma żadnej, choćby najmniejszej skłonności, ani żadnego pierwiastku do samoistnego życia duchowego.
A za to dusza ludzka jest polem pod zasiew pełnym zawiązków życia duchowego. I dlatego dla dusz niemowlęcych istnieje również przynajmniej możliwość — tak mówimy tymczasowo, — że zmierzch śmierci stanie się dla nich świtem najpiękniejszego dnia, a nie wieczną pomroką nocy.