19. Niezniszczalność duszy ludzkiej.

I.
Masz otrzymać, kochany przyjacielu, odpowiedź na pytanie, przez ciebie postawione, a mające zasadnicze znaczenie.
Pytanie to głosiło: Jeśli koleje życia mózgu ludzkiego są równocześnie kolejami życia duszy ludzkiej, dlaczego tedy nie mówimy też konsekwentnie, że śmierć mózgu ludzkiego jest zarazem śmiercią duszy ludzkiej? Losem ostatecznym ciała, a więc i mózgu jest rozkład, ruina, zniszczenie. Czy taki koniec nie będzie kiedyś udziałem duszy?
Zanim odpowiem ci na to poważne zagadnienie życiowe, niech mi wolno będzie, choć pokrótce, przypomnieć wyniki badań, jakie osiągnęliśmy o stosunku mózgu do duszy.
Wynikiem tych badań było, że:
Dusza nie jest wytworem mózgu (jak „materializm równoznaczny “ błędnie twierdzi). Dusza nie jest rezultatem mózgowych funkcji wibracyjnych (jak „materializm przyczynowy“ fałszywie utrzymuje).
Dusza nie jest też zwykłym przymiotem materii (jak to głosi „materializm atrybutowy").
Dusza przeciwnie jest bezcielesną, niematerialną istotą, jak to wynika z niemożliwości wyprowadzenia zjawisk psychicznych z ru­chów materialnych; jest ona istotą jednolitą, jak to wynika z faktu jednolitej świadomości.
Mózg zaś pozostaje w takim sto­sunku do duszy, jak instrument do artysty.
Na podstawie tych wyników odpowiem ci teraz na postawione pytanie.
2.
Pozwól mi skreślić pewien obraz.
Przy wielkim koncertowym fortepianie siedzi mistrz sztuki muzycznej. Wprawne jego palce biegają po klawiaturze, a szereg hucznych akor­dów rozlega się harmonijnie po sali.
Dajmy na to, że przetnę jedną określoną strunę instrumentu! Wówczas w szeregu akor­dów będzie brakowało owego określonego tonu. 
Przypuśćmy, że przetnę dziesięć strun, w grze artysty brak będzie dziesięciu określonych to­nów. Przypuśćmy, że przetnę wszystkie struny instrumentu, — artysta będzie zmuszony zupełnie gry zaprzestać. Inny obraz.
Ktoś jest bliski śmierci. W ciele jego rozpoczyna się tak zwany rozkład. W mózgu przestają funkcjonować jedna za drugą drogi ner­wowe, wskutek czego ustają też całkowicie pe­wne zjawiska psychiczne. A gdy następnie wszystkie drogi nerwowe i komórki mózgowe zaprzestaną swych funkcji — z konieczności musimy przypuścić, że wówczas i dusza zginie.
Oto słyszę, jak z ust twych wydobywa się stłumiony okrzyk przerażenia, jakbyś chciał po­wiedzieć, że co do tego materializm miał słusz­ność, zaprzeczając nieśmiertelności duszy.

A jednak nie, wcale nie, mój przyjacielu! 

Pozwól nam tylko przyjrzeć się rzeczy dokładniej!
Przedstawmy materialiście oba przykłady lub obrazy, jakie ci przed chwilą przytoczyłem. 
Jeśli on pierwszy obraz do końca przestudiuje, to zgodzi się z nami i powie: „tak, artysta będzie zmuszony zaprzestać gry"/ A jeśli on drugiego przykładu wysłucha to zgodzi się z nami jeszcze z pewnością, że dusza musi zginąć!“ Wszelako jest to nieco skrócony i nie zupełnie dokładny sposób wyrażenia. Jeśli popro­simy materialistę, aby się możliwie najdokładniej wyraził, to odpowie: „Dusza musi przestać istnieć!" A jeśli go poprosimy, aby względem pierw­szego przykładu także dokładnie się wyraził, to odpowie: „Artysta musi przestać..." / ale czego? 
Otóż teraz to „przestać" oznacza coś innego, teraz oznacza ono: „Artysta musi przestać grać!“ Widzisz zatem, mój przyjacielu, że słowo „przestać" otrzymało w każdym z obu przypadków różny wykład i ma odmienne znaczenie. Chodzi więc tylko o to, które znaczenie jest prawdziwe w zastosowaniu do duszy ludzkiej.
Sądzę, iż jedyne prawdziwe znaczenie jest następujące: Mózg — jak to stwierdzono — nie jest przyczyną, lecz narzędziem duszy; gdyby nie było w tym coś lekceważącego, to bym chętnie powiedział: mózg jest nie przyczyną, lecz zabawką duszy.

Jeśli zatem instrument się psuje, to oczywiście dusza musi przestać grać na tym instrumencie, ale nie sama du­sza musi zginąć, podobnie jak artysta musi przestać grać z chwilą zniszczenia instrumentu, ale on sam nie ginie.

Lub wyrażając się krótko:

Mózg nie jest wytwórcą duszy, ani jej przyczyną, lecz tylko narzędziem.

Wytwórca może swój wytwór wraz z sobą zagubić i zniszczyć, podobnie jak przyczyna swe skutki, ale dusza nie jest produktem mózgu i nie jest zjawiskiem, wynikającym z wibracji mózgowych. Przeciwnie, zniszczenie instrumentu nie może oznaczać zarazem śmierci artysty, który na nim grał, lecz oznacza jedynie koniec jego gry na tym instrumencie.
Wyrażając się nie obrazowo, znaczy to: 
Śmierć ciała nie oznacza jeszcze śmier­ci duszy!
3.
Przedtem pozwoliliśmy materialistom przemawiać —teraz, kochany przyjacielu, pozwól nam do materialistów przemówić!
Prawo naturalne, które dla materialisty trzykrotnie jest świętym prawem przyrody, domaga się, aby każda (pozornie) zanikająca siła mogła wykazać swój równoważnik.
Dumny Cezar umarł. Gdzie się tedy podział na świecie ów ogrom energii psychicznej, jaka się gromadziła podług zapatrywania materialistów w jego 1600 milionach komórek mózgo­wych. Czyż nic już więcej i to nic nie pozostało po nim, niż to, co Szekspir w jaskrawej i wspaniałej formie o nim pisał: „Dumny Cezar umarł i stał się gliną, która zatyka jakąś może dziurę przed ostrym wiatrem z północy?" Umiera uczony! Gdzie jest równoważ­nik owej czarującej pełni pojęć, jaka niegdyś w nim była, a obecnie już jej nie ma?
Naczelnego wodza dosięga wśród bitwy kula śmiertelna! — Gdzie jest równoważnik jego potęgi duchowej, która przed chwilą jeszcze olbrzymie masy wojsk kierowała świadomie do celu, która wielokrotnie wstrzymywała w ostatnim już może momencie walki te całe tłumy od zamieszania i bezładnej ucieczki?
W parku swej letniej rezydencji w Bejrucie spoczywa w ziemi Ryszard Wagner! — Gdzie jest równoważnik tego geniuszu, który stworzył takie cudowne arcydzieła sztuki mu­zycznej?
Umiera matka! — Gdzie jest równoważnik tej gorącej miłości do osieroconych dzieci, jaka je­szcze w jej gasnącym już wzroku rozbłyska?
Materializm słyszy to — i milczy!

4.
Zresztą niechby kto nam powiedział, jak tedy i w jaki sposób dusza mogłaby ulec zni­szczeniu i zupełnie zaginąć?!
Powstają tutaj dla materializmu trudności wprost niemożliwe do pokonania!
Każdy materialista uznaje niezaprzeczone prawo natury, że żadna energia w przyrodzie nie ginie bez śladu, lecz natomiast w dziedzinie ducha domaga się ona po prostu praw wyjątko­wych, odrębnych. Że zniszczenie instrumentu nie jest równoznacznikiem ostatecznego końca artysty, który na nim gra, na to musi przystać i materialista, ale że rozkład mózgu nie oznacza już tym samym zniszczenia duszy, na to on po prostu nie chce się zgodzić. Jest to właściwie więc kwestia chcenia, względnie niechcenia, a woli — jak wiadomo — nie można przekonać!
Ale zapytujemy dalej: przez co mogłaby dusza być unicestwiona?
Może przez zamianę w jakąś inną formę ogólnej energii?— Ale dusza nie daje się podciągnąć pod ogólną sumę energii fizycznej, ani też niepodobna znaleźć gdziekolwiek równoważnika tej zamiany!
Może przez rozdrobnienie i stopniowe zmniejszanie aż do niezdolności istnienia? — Ale dusza nie jest przecież rozciągła, nie składa się z części, nie może się umniejszać i rozdrabiać i do zaniku być sprowadzoną!
Może przez rozkład? — Wszakże nie jest ona złożoną. Może przez pomieszanie?  —  ale z czymże po śmierci może być zmieszana? A nadto zmieszanie jest to przecież ostatecznie dalsze trwanie, choć w połączeniu z czymś innym!
Nie pozostaje zatem materializmowi na dobitkę nic innego, jak powiedzieć: Choć nie mam żadnej podstawy do tego, aby twierdzić, że du­sza musi zginąć ze śmiercią ciała, względnie z rozkładem mózgu, nie widzę również, jak moż­na by unicestwić duszę — mimo to twierdzę: ze śmiercią ciała kończy się też zupełnie istnienie duszy!
Oto takim jest twierdzenie materializmu. 
Mielibyśmy samo przez się słuszność, zadowalając się zwyczajnie twierdzeniem przeciwnym — ale znajdujemy się w tym szczęśliwym położe­niu, iż posiadamy d o w ó d z doświadczenia na to, że nie tylko niepodobieństwem jest aby dusza mogła być unicestwiona przez zjawiska fizyczne, lecz że dusza faktycznie, pomimo zniszczenia swego narządu lub instrumentu w postaci mózgu, istnieje nadal.
5.
Jest faktem stwierdzonym — nawiasem mó­wiąc — przez lekarzy, a nie teologów — że ciało ludzkie, a zatem nerwy i mózg w przeciągu od trzech niemal do siedmiu lat podlegają całko­witej przemianie materii. Można z całą pewnością twierdzić, że ciało ludzkie i wszystkie jego organy, a więc i mózg przebiega nieustanny prąd nieużytecznych cząstek materii martwej — tylko, że ten potok śmierci znajduje swe prze­ciwdziałanie w jeszcze potężniejszym strumieniu życia. W ciele ludzkim odbywa się ustawiczne oddzielanie cząstek materii, ale równocześnie też ciągła odbudowa i życie.
W ciele ludzkim, które przeżyło okres 70 lat, odbyła się taka całkowita przemiana materii, taka całkowita zamiana wszystkich cząstek ma­terialnych ciała, a zatem i mózgu, co najmniej z dziesięć razy.
Gdyby zaś za każdym razem przy całkowitym rozkładzie komórek mózgowych i oddzieleniu wszystkich zużytych molekuł miałaby rów­nież ginąć dusza, to ten siedemdziesięcioletni człowiek zmieniłby co najmniej dziesięć razy swą duszę. A z nią naturalnie zmieniłyby się rów­nież wszystkie wyobrażenia, które w „komórkach pamięciowych" (podług teorii materialistów) nagromadzone były, jako też pamięć i wspomnie­nia, które (znowu podług materializmu) istniały ukryte w „stanie napięcia" molekuł mózgowych.
Z powolnym rozkładem, zależnym od przemiany materii, tych „stanów napięcia" (podług materializmu), względnie z zanikiem pamięci i wspomnień, znikłaby oczywiście i tożsamość świadomości indywidualnej w człowieku i zdolność przejrzenia własnych kolei życia, a je­śli dalej pójdziemy, to i całej historii świata. 
Starzec zapomniałby całkowicie swych lat doj­rzałych, spędzonych wśród pracy i w zmien­nych kolejach losu, człowiek dojrzały swej wio­sny młodocianej, owianej poezją świetlanych i burzliwych dni, młodzieniec —błogosławionego okresu dzieciństwa.
Naród nie znałby dziejów swej przeszłości, przedstawiając je sobie z początku w niewyraźnych i mglistych konturach, a wreszcie zapom­niałby ich całkowicie.
W rzeczywistości jednak wszystko przedstawia się zupełnie inaczej! Żaden materialista nie będzie na serio zaprzeczał tożsamości świa­domości osobistej w ustawicznej przemianie ma­terii w organizmie i zdolności człowieka do wspomnień z życia i historii. Można by, co najwyżej, twierdzić, że rozkładające się atomy i molekuły przekazują następnym swe „stany napięcia", a z nimi (podług materializmu) pamięć i wspo­mnienia, ale do tego potrzeba znowu istoty, co by spajała jednością wszystko, co przychodzi i od­chodzi.
Innymi słowy, do tego potrzeba duszy! Duszy, która, choć przez mózg i z nim jako swym organem i instrumentem, jest czynna, ale je­dnak w swym bycie stoi ponad przemianą ma­terii tego organu i instrumentu. Duszy, która posiada, zawiera i łączy między sobą tak rozmaite stany napięcia w materii mózgowej, jako też różne zjawiska psychiczne w świadomości w rozmaitych fazach życia ludzkiego!
Nie, żaden człowiek nie może tego zaprzeczyć! Nawet wówczas, gdyby, wyszedłszy z okresu lat dziecinnych z duszą, pełną wiary, utracił ją na zapylonych i brudnych ulicach życia tak łatwo, jak się utracą zęby mleczne, gdyby potem może jako starzec z sercem, ogołoconym z wiary i jątrzącym się krwią od ran, zadanych mu przez życie, skierował swe kroki znowu do krainy dzieciństwa.
Jakże jednak wszystko to przedstawiało mu się inaczej, kiedy ją żegnał! Jakże jednak wszystko jest inaczej, kiedy powrócił! Gdzie jabłoń, w cieniu której, będąc chłopczykiem, spoczywał i w marzeniach swych wznosił się do niebios? Gdzie ławka, ukryta w powoju i różach, na której niegdyś matka mówiła mu o Bogu i uczyła pacierza?
Jakże to wszystko zmieniło się od owej chwili! Jego pobielałe włosy wskazują na zbliżającą się zimę życia, jego wzrok jest zamglony, laska drży w jego ręku, nogi łatwo męczą się chodzeniem.
Ale jedno pozostało takim samym — to dusza, która to wszystko, co niegdyś było i to, co jest obecnie, jednoczy w świadomości indy­widualnej! Dusza, w której teraz dawne, miłe wspomnienia kojarzą się tak, jak urywki na wpół zapomnianej melodii... ciche, miłe kolędy Bożego Narodzenia, o Boskim Dzieciątku, „w nędznej szopie urodzonym", do którego dziecko się nie­gdyś modliło, o Bogu, który „porzucił szczęście swoje“ i „wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje. / Dusza, w której obecnie wraz ze wspomnieniem utraconego szczęścia, płynącego z wiary i zamienionego na rozpacz życiową, zjawić się może inna pieśń, pełna żalu i tęsknoty: „o, jakże dalekim jest to ode mnie, co niegdyś było moim, i tak bardzo moim!“ 
6.
Ale jeszcze nie jesteśmy u końca, mój przy­jacielu! Nie do serca należy wypowiedzieć osta­tnie słowo, lecz do rozumu!
Widzieliśmy, że mózg, podlegający ciągłemu rozkładowi, jest narzędziem działalności duszy. Ale dusza nie podlega rozkładowi, jaki się w ciele ustawicznie odbywa - jest to dowodem, że stoi ona ponad zmiennością i ustawiczną przemianą materii.
Na to zgadza się ostatecznie nawet materialistycznie usposobiony myśliciel. Ale wnosi do tego znaczne ograniczenie.
Mianowicie powie on: Zgadzam się, że duszy nie można rzeczywiście wyprowadzać ze zjawisk mózgowych i, że mózg jest tylko narzę­dziem duszy. Zgadzam się, że dusza w swej istocie pozostaje nietkniętą w ciągłej przemianie materii i, że w ciągu życia ludzkiego ma miejsce, że się tak wyrażę, odnowienie mózgu, ale nigdy odnowienie duszy. Ale to nie oznacza, będzie prawił dalej materialista, nic innego, jak to, że dusza nie jest związana z określoną substan­cją mózgową. Substancja mózgowa może się przecież zmieniać; może być inną w chłopcu, a inną w młodzieńcu, inną w mężczyźnie, a inną w starcu, a pomimo tego ta sama dusza może istnieć. Na to wszystko można się zgodzić! Że zaś dusza w ogóle nie jest związana z substancją mózgową, to daleko jeszcze do takiego wniosku.
Twierdzę zatem — powie ostatecznie materialista — że dusza nie jest związana z mózgiem w jakimś określonym stadium rozwoju — ale jest związana z substancją mózgową! Artysta prze­cież nie jest też związany z określonym in­strumentem; a jeśli on w ogóle chce grać, to musi przecież mieć instrument! Jeśli dusza ma okazać swą działalność w świecie zmysłowym, to musi posiadać instrument — mózg. Tak, chociaż mózg nie jest duszą, ale dusza nie może też istnieć bez mózgu, przynajmniej w ciele, żyjącym zmysłami.
Takim jest twierdzenie materialistów, którzy zgadzają się z jednej strony na cząstkę prawdy, mianowicie uznają bezcielesność duszy, a jednak z drugiej strony daleko ważniejszej prawdy, mianowicie zdolności duszy do bezcielesnego istnienia, zaprzeczają.
Zapamiętajmy sobie przeto dobrze to zezna­nie! A samą zaprzeczoną kwestię o możliwo­ści bezcielesnego istnienia duszy odkładamy do następnego rozdziału!

Popularne posty z tego bloga

TECHNIKA OOBE

OSTATNIE USTALENIA

ONE UNIVERSE IS COMPLETELY ENOUGH ☺️✨