18. Mózg i dusza. II.
I.
Mamy do zbadania poglądy materialistów na duszę i ich argumenty.
Nasamprzód postaramy się dla większej prostoty wywodów nadać trzem różnym formom materialistycznej doktryny o duszy możliwie najprostsze określenia. Tym łatwiej nam to przyjdzie, że poznaliśmy dość szczegółowo owe trzy formy.
Pierwsza forma materialistycznej doktryny o duszy głosi: Zjawiska duchowe są wytworem materii i powstają drogą wydzielania z substancji mózgowej. Jest to rzecz jasna, że wtedy same zjawiska duchowe musiałyby ostatecznie być znowu czymś materialnym — może najsubtelniejszą wonią, najdelikatniejszym wykwitem, najwyszukańszą wiązanką z materii mózgowej, ale zawsze w swej istotnej treści czymś materialnym. Stosownie do tego poglądu materialistów stosunek mózgu do duszy można przedstawić w formie pewnego równania, mówiąc: dusza i mózg są to rzeczy równoznaczne (synonimy). Dlatego na przyszłość tę pierwszą formę materialistycznej teorii o duszy, wyrażoną w formie popularnej w zdaniu: „mózg i dusza są jedno i to samo", nazywać będziemy „materializmem synonimowym" (równoznacznym).
Drugi pogląd materializmu na istotę duszy utrzymuje: Przyczyna (causa) zjawisk psychicznych polega na molekularnych wibracjach w nerwach i mózgu. Pogląd ten nie chce wprost powiedzieć, że mózg i dusza są jednym i tym samym, choć jest bardzo trudno, nie popełniając nielogiczności, uniknąć tego twierdzenia. Przede wszystkim chce on wykazać, że przyczyny zjawisk psychicznych szukać należy nie w istocie duszy samodzielnej, lecz jedynie i wyłącznie w ruchach nerwów i mózgu. Tę drugą formę teorii materialistycznej nazywać odtąd będziemy „materializmem przyczynowym."
Trzeci pogląd materializmu orzeka: Rzecz duchowa jest tylko zjawiskiem, towarzyszącym materii, wszelako od materii zależnym. Dowiemy się później, że w tym krótkim zdaniu kryje się niemały zamęt pojęć. Tymczasem niech nam wystarczy to, że według tego poglądu zjawiska psychiczne są tylko przymiotem (atrybutem) zjawisk fizycznych. Ten trzeci pogląd nazwiemy zatem „materializmem atrybutowym."
Skoro więc te trzy poglądy materializmu są streszczone niejako w trzech krótkich formułach, przejdźmy do zbadania ich.
2.
Materializm synonimowy głosi tożsamość mózgu i duszy.
Filozof Lotze, wydając swój sąd o twierdzeniu materializmu, że rzecz psychiczna jest wytworem materii przez wydzielenie lub odłączenie od materii, nazwał je „nieprzefiltrowanym pomysłem.“ W rzeczy samej, jeśli przepuścić ten „pomysł“ przez filtr krytycznego badania, to okazuje się, że jest on zwykłą niedorzecznością! Mianowicie twierdzenie, że rzecz psychiczna wydziela się lub odłącza od mózgu, nakazuje przypuszczać, że ta rzecz psychiczna już istniała, zanim mogła być wydzielona, gdyż to, co nie istnieje, wydzielonym być nie może. I oto materializm powinien wytłumaczyć, nie jakim sposobem wydziela się rzecz psychiczna z mózgu jako jego produkt, lecz jak takowa do substancji mózgowej wstępuje, względnie jak w tej substancji powstaje i jak się z niej wytwarza. Twierdzenie bowiem, że rzecz psychiczna jest wytworem mózgu i jako taka jest z mózgu wydzielona, nie może przecież być żadnym wyjaśnieniem tego, jak ten produkt powstał, jak materia mózgowa stała się duchem, jak równanie mózg = dusza dałoby się przeprowadzić, i jakim sposobem zostało ono wykonane.
Zwolennikom materializmu równoznacznego pozostaje zatem jedno z dwojga: zapytać o przyczynę tej produkcji rzeczy psychicznej z fizycznej, a wówczas istnieje powód do porzucenia tej teorii i przejścia w dziedzinę materializmu przyczynowego, lub też muszą oni zrzec się uzasadnienia tego zdania: mózg to dusza, uważając je wprost za twierdzenie bezpodstawne.
Materializm przyczynowy nie daje się również uzasadnić. Przypuszczenie, jakoby z materii mózgowej wskutek jakichś przyczyn mógł powstać duch, może być warte zwalczania, ale twierdzenie, że materia mózgowa jest już duchem, jest doprawdy zupełną niedorzecznością i niczym nie jest ono lepsze od zdania, że istnieją żelazne kule, zrobione z drzewa. Materia jest właśnie materią, a nie duchem! I choć tak pięknie i podniośle mówi się o woni, rozkwicie i wiązankach — materia jest i pozostaje materią i nigdy nie stanie się duchem. Mózg jest namacalną, wymierną, ważką masą, która składa się z przystawionych obok siebie cząstek — ale myśli nie są namacalne i cielesne i nie dadzą się rozpatrywać według masy i wagi, nie są one obok siebie, lecz jedne w drugich. Mózg jest wielością części — duch jest jednością w wielości i zarazem wielością w jedności.
3.
Wskazaliśmy już na to, że materializm równoznaczny musi ustąpić ze swego stanowiska i schronić się do obozu materializmu przyczynowego, jeśli w ogóle materialistyczną teorię o duszy można na serio traktować.
Podług poglądu materializmu przyczynowego, rzecz psychiczna jest skutkiem zjawisk fizycznego rodzaju, które się w zjawiska psychiczne przekształcają.
Pogląd ten na pierwszy rzut oka przedstawia się bardzo wspaniale. Jest to olśniewająca i pociągająca idea: sprowadzić ostatecznie wszystkie, ale to wszystkie na świecie, tak psychiczne, jako też fizyczne zjawiska do ruchu;
człowiek bowiem dąży do jedności w rozmaitości. Jest to przypuszczenie, wzbudzające zachwyt, że ostatecznie układ drobnych kryształów lodu w lśniące kwiateczki na szybach, tajemnicze powinowactwo atomów w jakimś związku chemicznym, zjawisko instynktu u zwierząt, ukryte uczucia w człowieku i najpotężniejsze myśli geniuszu są tylko skutkiem jednej, jednolitej w swej istocie, a w swych zewnętrznych objawach różnej siły mechanicznej przyrody. Człowiek daje się łatwo oślepić myślą, że błyskawica, rozjaśniająca horyzont w noc letnią, robak świętojański, lśniący w ciemnościach i melodyjny szum źródła w różanej woni ogrodu są tymże samym działaniem czysto mechanicznej siły przyrody, jak nimi są choćby dźwięki weselnego marszu w mózgu kompozytora, które wśród marzeń w noc letnią po raz pierwszy w swej duszy posłyszał.
A nadto nietykalne prawo natury zdaje się potwierdzać te poglądy, pouczając, że ruchy w nerwach i mózgu nie giną bez śladu, a zjawiska psychiczne nie mogą powstać bez przyczyny.
Nie poddając się olśnieniu tych błyskotliwych poglądów, zbadajmy je.
Przypuśćmy na chwilę rzecz niemożliwą, że mózg ludzki jest nam tak dokładnie znany, tak dla nas przystępny, jak wielki pałac z niezliczonymi salami i pokojami. Komórki mózgowe mają w naszej wyobraźni na jedną chwilę stać się takimi pokojami, które wzrok ludzki na wskroś przeniknąć może.
Cóż ujrzymy w tych pokojach mózgowych?
Przypuśćmy, iż, zajrzawszy w powiększone chwilowo do rozmiarów pokojów komórki mózgowe, otrzymaliśmy wrażenie lub raczej sumę wrażeń wspaniałej rewii wojskowej — i cóż ujrzymy? — Ruchy, nic prócz ruchów, mój przyjacielu, nadzwyczaj szybkie i chaotyczne wibracje atomów w pokojach mózgowych, błyskawiczne drgania atomów w nerwach, które możemy sobie przedstawić, jak szeroki gościniec, nieustanne falowanie ruchów przez wrota nerwów zmysłowych, ale zawsze tylko ruchy i ruchy i nic innego.
I fizyka nam mówi, że wrażenia, idące od broni, hełmów, mundurów, instrumentów muzycznych, od tętniącej pod stąpaniem wojska ziemi ku nerwom wzroku, słuchu i dotyku, tłumaczą się jedynie zjawiskiem ruchu w ziemi, powietrzu i eterze. A więc wewnątrz w mózgu i na zewnątrz w otaczającym nas święcie istnieje tylko ruch i nic poza ruchem.
A teraz pytam widza tej rewii, którego mózg przed chwilą przy pomocy wyobraźni obserwowaliśmy, co się dzieje w jego świadomości? Co spostrzegasz teraz? — pytamy go.
A on odpowie: „Widzę błyszczące hełmy i strojne mundury wojskowe, świecące lufy u strzelb i lśniące szpady, różnobarwne uniformy i snujące się szeregi wojska; słyszę dźwięki hucznego marszu, przytłumione warczenie bębnów i głośną komendę; czuję jak ziemia drży i tętni.“ Tak odpowie, badany przez nas, o działalności swego mózgu i nerwów widz rewii wojskowej.
Jesteśmy właściwie zmuszeni wydać teraz głośny okrzyk zdumienia. Cóż bowiem spostrzegliśmy, badając owego osobnika? Ruchy, nic oprócz ruchów — ruchy na zewnątrz na niewielkiej przestrzeni na świecie, gdzie się odbywała rewia wojskowa, ruchy wewnątrz w nerwach i w mózgu, badanego przez nas widza. Ruchy, o których fizyka nam mówi, że je można liczyć i mierzyć, choć nie wiem, jak nieskończenie miałyby być szybkie i małe; ruchy, o których nam fizyka mówi, iż nie są one kolorowe i różnobarwne, ani dźwięczne lub brzmiące, ani głośne lub przytłumione, iż są one właściwie niczym innym, jak ruchami, to jest drganiem o pewnej wysokości i szybkości.
Ale świadomość owego widza nic nie wie, ale to nic, o zjawiskach ruchu w nerwach i mózgu. Każdy widz jest nieświadomy żadnego ruchu, jaki się w nim odbył. W jego świadomości nie drga i nie porusza się „coś", lecz lśni się i świeci, i błyszczy, i dźwięczy, i brzmi, i szumi, i kołuje, i woła i tętni. Do progu świadomości przez wrota zmysłów przedostały się jedynie zjawiska ruchowe — ale skoro tylko próg świadomości został przekroczony, powstaje z nich coś zgoła nowego, lub lepiej mówiąc — im odpowiada coś zgoła nowego: mianowicie wrażenie, i to wrażenie nie zjawisk mechanicznych, lecz blasku i barwy, dźwięków i tonów, czegoś jasnego i ciemnego, głośnego i cichego i. t .d., a więc coś zgoła nowego.
Chciałbym to tak silnie podkreślić, mój przyjacielu, jak tylko można. Chciałbym jeszcze raz zaznaczyć, że podług niezbitych zasad fizyki w otaczającym nas świecie dźwięk i barwa, zapach i słodycz, miękkość i szorstkość, gorąco i zimno w rzeczywistości zgoła nie istnieją. Na zewnątrz w przyrodzie i wewnątrz w nerwach i mózgu istnieją tylko zjawiska ruchu (a więc wielkość, ilość) od poruszanych cząstek materii i siły, ale przymioty (właściwości) rzeczy istnieją tylko i jedynie w świadomości ludzkiej. Tylko w mojej lub w ogóle w świadomości huczy i szaleje morze, błyszczy i iskrzy się śnieg lodowców, rozlega się okrzyk radości w dźwięku trąb, rozbrzmiewają organy i dzwony, rozkwita bajeczny przepych białej róży i dojrzałe zboże wydaje aromat. A więc ujmijmy to wszystko razem! Do progu świadomości przedostają się ze świata nerwów i mózgu jedynie zjawiska ruchu — w świadomości zaś tym zjawiskom odpowiada coś całkiem nowego: wrażenie.
Cóż odpowie na to materializm przyczynowy? Czy zechce trwać przy swym zdaniu, twierdząc, że wszędzie w przyrodzie istnieją tylko zjawiska ruchowe i przemiany tychże w inne formy i rodzaje, czy może i wrażenie jest przekształconym ruchem?
Jeśli materializm chce tak twierdzić, to za każdym razem musi robić uwagę: wrażenie w stosunku do zwykłych ruchów mózgowych wykazuje zgoła nową treść i przymioty, które w poprzedzających zjawiskach ruchowych nie były zawarte.
To zaś znaczy, ni mniej ni więcej, że skutek (wrażenie) nie może być w zupełności wyjaśniony z podanej przyczyny (ruchów mózgowych). Lub, wyrażając zdanie przeczące w formie twierdzącej, znaczy to: aby wytłumaczyć powstanie wrażenia w świadomości ludzkiej, należy oprócz zjawisk ruchowych w otaczającym świecie, nerwach i mózgu uznać jeszcze inną podstawę, która zjawiska ruchu zamienia i przekształca w coś nowego, w blask i płomień, w słodycz i okazałość barw i. t .d.
To dusza zamienia i przekształca dostarczone jej ze świata zewnętrznego przez nerwy i mózg podniety! I już w tym fakcie tkwi wyrok śmierci na materializm przyczynowy. Substancja mózgowa nie może sama przez się dowolnie przekształcać doznane podniety i wrażenia, by je wznieść na poziom czegoś w istocie swej nowego — takiego przetworzenia dokonać może jedynie żyjąca dusza z jej wewnętrzną, jednolicie ukształtowaną siłą. To potrafi tylko dusza, której zmysły i nerwy dostarczają jedynie przez mózg należycie uporządkowanego materiału do działalności i stanowią jedynie podnietę dla działalności duszy. To potrafi tylko dusza, która w stosunku do wibracji mózgowych ma się nie inaczej, niż artysta do drgań strun na swym instrumencie. A zatem już powstanie i istota wrażenia w świadomości ludzkiej czynią materializm przyczynowy niemożliwym. Ale jeszcze wyraźniej wynika to z faktu, że identycznym wibracjom w mózgu odpowiadają zgoła odmienne wrażenia i stany świadomości.
Dajmy na to, że znajdujesz się na studiach w swoim pokoju, w murach rodzinnego miasta, wraz ze swym zażyłym przyjacielem. Prowadząc jakąś poważną dysputę, może nawet o istocie duszy, znużeni obaj rozmową, pogrążyliście się milcząco w książce. Nagle powstaje twój przyjaciel i bez zwrócenia na siebie uwagi, podchodzi do biurka i pisze na kartce papieru dwa słowa. Następnie podaje ci papier, zwracając się prośbą:
„przeczytaj"! Czytasz: „Matka umarła!" To on napisał. Przyglądasz się jeszcze raz literom, patrzysz na swego przyjaciela, mówiąc całym wyrazem swej twarzy, że postępek jego wydał ci się zagadkowym.
I masz rację! Ale pozwól mi na jedno pytanie. Co powstało w twym mózgu po przeczytaniu tych słów na papierze? Fale świetlane, idące od liter, podrażniły twój nerw oczny i wywołały w nim wibracje molekularne, które udzieliły się komórkom mózgowym. Z chwilą kiedy wibracje przekroczyły próg świadomości, odpowiedzią na nie jest wrażenie świeżo skreślonych liter, które złączyły się w jedno wyobrażenie, ujęte w zdanie: „matka umarła".
Kiedyś, po wielu latach gdzieś na świecie w innym pokoju zasiądziesz do pracy zawodowej.
A pewnego dnia poczta przyśle ci mały kawałek papieru z napisem: „depesza". Otwierasz ją szybko i czytasz osłupiałymi oczyma słowa: „Matka umarła!" Tym razem zaś jest to bolesna rzeczywistość: matka rzeczywiście umarła. Ale tym razem jedenaście takich samych liter, które onegdaj wywołały twoje zdziwienie, mają teraz szczególniejszy skutek. Łzy płyną ci z oczu, dziki ból szarpie wnętrzem twej duszy, skarga za skargą wydziera się z twych ust — jak to właśnie ma miejsce z każdym człowiekiem, który stracił dobrą, kochaną matkę.
I powiedz mi, co zaszło tym razem w nerwach i mózgu? Nic, zgoła nic innego, niż to, co za pierwszym razem. Są to te same w zupełności podniety światła, które trafiły na nerw wzrokowy, są to te same ruchy molekularne w nerwach i mózgu, jak wówczas — ale oddźwięk, jakie one w świadomości wydały, odpowiedź jaką w niej znalazły, są zupełnie inne.
Dlaczego? — Kto istnienia duszy nie zaprzecza, ten może na to „dlaczego" łatwo odpowiedzieć.
Potrzebuje tylko powiedzieć, że dusza to samo wrażenie, jakie jej w jedenastu literach, czyli przez wibracje w nerwach i mózgu, zostało podane, przekształciła za każdym razem w odmienny sposób i odpowiedziała na nie tak, jak właśnie tylko samodzielna istota przekształcić i odpowiedzieć może.
Ale materializm przyczynowy staje wobec postawionych powyżej kwestii bezradnie. Dlaczego tym samym podnietom światła, tym samym wibracjom molekularnym w nerwach i mózgu odpowiada tak zasadniczo odmienny skutek — dla niego jest to nierozwiązalną zagadką.
Gdyby sygnał trąbki rozległ się po lesie echem piszczałki organowej, byłoby to naprawdę mniej zagadkowym faktem, niż jest dla materializmu to, że jednakowym funkcjom odpowiadać mają tak całkowicie różne zjawiska w świadomości ludzkiej.
Zresztą ten „przykład z depeszą" dotyczący wrażeń, jakie przez nerwy oczne przedostają do mózgu i duszy, można łatwo uzupełnić prostym faktem z dziedziny dźwięków.
Człowiek wykształcony pod względem muzycznym, posłyszawszy wygrany na fortepianie, dajmy na to, akord septymowy wnet odczuje w nim dysonans, dla którego zmysł muzykalny domaga się kategorycznie wystarczającego rozwiązania. Jeśli dokładnie ten sam akord wykonać w obecności człowieka niemuzykalnego, zapytując, jak mu się „podoba", to ten z pewnością nie będzie mógł zarzucić mu nic istotnego. — Jakże jest to możliwym, aby jednakowym zjawiskom akustycznym w powietrzu i identycznym ruchom molekularnym w nerwach i mózgu odpowiadały tak różne wrażenia? Jakże jest to możliwym, aby człowiek muzykalnie wykształcony, słuchając dysonansu formalnie wzdrygał się cały, gdy tymczasem człowiek nieznający się wcale na muzyce, pozostał na to obojętny? Dysonansów i akordów nie ma w powietrzu, one istnieją właściwie tylko w duszy. Dusza właśnie na jednakowe drgania eteru, względnie wibracje mózgowe oddziałuje nie w jednakowy sposób. Fakt ten dla materialistów, zaprzeczających istnienia duszy, jest rzeczą o tyle nieprzyjemną, o ile dla przeciwników materializmu, uznających istnienie duszy, stanowi decydujący argument.
Tych kilka przykładów mogą ci udowodnić, przyjacielu, że zjawiska psychiczne w stosunku do towarzyszących im ruchów w komórkach mózgowych n i e mają się jako skutek do przyczyn, lecz jako wewnętrzna i samodzielnie twórcza reakcja na zewnętrzną podnietę lub jako odpowiedź na wezwanie.
To wszystko będzie się daleko jaśniej przedstawiało, jeśli przejdziemy od wrażeń do innej dziedziny zjawisk psychicznych, do zjawisk woli.
W zjawiskach czucia (wrażeń) chodzi o reakcję duszy na jakieś podniety, jakie jej przez mózg zostały podane. Przy tym dusza jest zniewolona z zewnątrz i zmuszona do odpowiedzi na otrzymane wrażenia.
W aktach zaś woli chodzi o samodzielne stanowisko duszy, która sama siebie skłania i samodzielnie idzie na spotkanie podnietom.
W zjawiskach czucia dusza odpowiada na wibracje mózgowe czymś istotnie nowym, wrażeniem, ale w tym choć jest ona zależna, od swych własnych praw — to jednak praw, jakie jej zostały nadane. Nie może ona np. na drgania światła inaczej reagować, jak przez wrażenie barwy. — Co do woli zaś rzecz się ma zgoła inaczej, wola jest wolna!
Wolność woli! Zdaję się, iż obecnie należy do dobrego tonu w filozofii zaprzeczać jej.
A jednak nie jest to rzecz ani konieczna, ani możliwa ją usuwać, jeśli się ma tylko dobre pojęcie o wolności woli. Wola ludzka jest wolna — to n i e znaczy, że ona może powziąć decyzję bez pobudki. Kiedy wola ma się zdecydować, to musi zawsze ku temu mieć podstawę! Ale wola jest wolna — to znaczy, że ona może się zdecydować na pewną pobudkę albo też i wbrew tej pobudce.
W tej formie wolność woli jest faktem niezaprzeczonym, sprawdzonym doświadczalnie na tle naszego wewnętrznego życia. Nie możesz inaczej postępować jak podług pobudek (motywów), ale możesz się zdecydować, choćby pobudki „za“ lub „przeciw" były równie silne! Możesz iść w kierunku słabszej pobudki, a silniejszą usunąć. Możesz np. zwalczyć w sobie wściekły gniew i dać posłuch spokojnemu upomnieniu! Możesz się nawet zdecydować w kierunku całkiem niemal słabej i nikłej pobudki, opierając się pobudce silnej, opanowującej cię z żywiołową mocą. Kiedy np. okręt Titanic tonął w głębinach Oceanu Atlantyckiego, wówczas z pewnością popęd samozachowawczy odsuwał wszelką myśl o pogardzie śmierci, a jednak działy się piękne w swym tragizmie rzeczy, gdy żony nie chciały opuścić swych mężów, choć mogły tym sposobem ratować swe życie, gdy załoga, spełniając po bohatersku swój obowiązek do ostatniej chwili, z hymnem pochwalnym dla Boga pogrążała się w nurtach morskich.
Z powyższym nie stoi w sprzeczności tak zwana statystyka samobójstw i zbrodni.
Nie stwierdza ona, że wola ludzka jest pozbawiona wolności, a wykazuje tylko, że w pewnych warunkach wola ludzka skłania się w kierunku pewnych pobudek! Że w Londynie podczas dni mglistych liczba samobójstw równomiernie wzrasta, to nie dowodzi, jakoby wola była skrępowaną, lecz ponury nastrój w czasie mgły czyni ludzi łatwiej skłonnymi do nieszczęsnej decyzji. A więc nie można zaprzeczać wolności woli. Poszukajmy teraz w dziedzinie czysto mechanicznych sił przyrody podobnej do tego analogii, a nie znajdziemy nigdzie. Jeśli dwie równie potężne siły występują jedna przeciw drugiej, to równowaga się utrzymuje i nie można dostrzec żadnej zmiany w skutkach. A przy dwóch różnych pod względem napięcia siłach, skutek występuje zawsze w kierunku większej siły, a nigdy słabszej. Widzieliśmy już, jak odmiennie rzecz się przedstawia w stosunku do woli ludzkiej. Ale niechby materializm przyczynowy zechciał wytłumaczyć wolność woli. Jeśli wszystkie zjawiska świadomości mają być niczym innym jak energią przekształconą z wibracji w mózgu, to niech materializm wyjaśni przynajmniej, jak ta przekształcona energia mechaniczna dochodzi do tego, że występuje w odmienny sposób, niż przedtem, gdy występowała jako ruch mózgowy! Ruch molekuł mózgowych odbywa się za każdym razem według ścisłych praw mechanicznych. Psychiczne z j a w i s k a woli nie troszczą się już w żadnym wypadku o prawa ściśle mechanicznego działania.
Innymi słowy: jeżeli na ogół można jeszcze mówić o przemianach ruchów mózgowych w zjawiska psychiczne, to przekształcony ruch mózgowy, jako zjawisko psychiczne jest za każdym razem tego rodzaju, że ono z ruchem mechanicznym molekuł mózgowych nic, ale to nic, nie ma wspólnego. Na ogół porównując wszystkie zjawiska psychiczne ze zjawiskami w materii, widzimy jasno jak na dłoni, że obu niepodobna utożsamiać.
W aktach psychicznych odczucia i wyobrażenia przyjmujemy niejako otaczający nas świat zewnętrzny do naszej jaźni. Jeśli zaś ciało w drugim ciele nigdy nie może tak się znajdować, aby wzajemnie się przenikały tak, iżby w tym samym czasie, w tej samej części przestrzeni, jaką jedno ciało zajmuje, drugie też ciało się znajdowało, to w duszy za to zachodzi całkowite, wzajemne przenikanie duszy i przedmiotów. Wszystkie te przedmioty, wszystkie wrażenia, wyobrażenia, uczucia, sądy i pożądania w duszy wzajemnie sie przenikają i są zjednoczone i pochłonięte przez jedną wspólną jaźń. Te fakty psychiczne są po prostu wyższe od wszelkiego porównania z fizyką i chemią materii.
A następnie wszystkie nasze zjawiska psychiczne są związane jednością świadomości. Trudno by nawet pomyśleć, jak z tej nieskończonej liczby, z tej bezgranicznej ilości wibracji w mózgu, miała naraz powstać jedność świadomości, gdyby dusza nie łączyła wielości zjawisk w jedność świadomości.
Ostatnim jeszcze faktem psychicznym, który dla materializmu przyczynowego pozostaje wieczną zagadką, jest refleksyjna działalność duszy. Rozumie się przez nią zwrot świadomości do własnego „ja“, krótko mówiąc: świadomość czyli samowiedza.
Człowiek odbija w swej świadomości niejako świat zewnętrzny — a refleksyjna samowiedza jest odzwierciedleniem samego tego odbicia. Chcąc dać porównanie tych faktów psychicznych w świecie zjawisk materialnych, należałoby zrobić takie zwierciadło, które by odbicie samych przedmiotów jeszcze raz odzwierciedliło.
„Niedorzeczność! powiesz mój przyjacielu — ale powiedz raczej: „niedorzecznością jest choćby w przybliżeniu porównywanie refleksyjnej działalności duszy z ruchami materialnymi!“ I tak ostateczny wniosek, do jakiego doszedł materializm przyczynowy głosi: Wszystkie zjawiska psychiczne są tylko inną, przekształconą formą ruchów fizycznych — ale formą, której w żaden sposób ze zjawiskami fizycznymi porównać nie można. Wrażenia, ich rozmaitość w zupełnie tych samych warunkach fizycznych, swoboda woli, nie dająca się porównać zgoła z właściwościami fizycznymi i chemicznymi materii, powstanie i utrzymanie świata zewnętrznego w duszy, jedność świadomości w zjawiskach psychicznych, refleksja — są to fakty z królestwa duchowego, których z żadnym faktem w królestwie materii porównać nie można — fakty, które przeistaczają ruchy, z chwilą gdy przekraczają one próg świadomości, w coś zupełnie odmiennego od tego, czym one przed tą chwilą były.
Zatem i materializm przyczynowy musi uznać całą swą niedorzeczność.
Pozostaje nam usunąć jeszcze jedną trudność!
Materializm powołuje się na panujące w całej przyrodzie prawo, według którego żaden ruch nie może zniknąć bez równoważnika, żadna siła nie może powstać bez przyczyny i podstawy;
W zastosowaniu do kwestii duszy to prawo w pojęciu materialistów głosi: Wibracje mózgowe nie mogą bez śladu zaginąć; zjawiska psychiczne nie mogą powstać bez równoważnika — a zatem należy uznać przekształcenie ruchów mózgowych w zjawiska psychiczne.
Co możemy na to odpowiedzieć?
Ruchy mózgowe nie mogą zaginąć bez równoważnika — to pewne, tego nie zaprzeczamy!
Nigdy też nie mówiliśmy, że ruch molekularny w mózgu ginie bez śladu, jak gdyby miał wsiąknąć w komórki mózgowe; powiedzieliśmy owszem, że dusza korzysta z nich, urabiając je i podnosząc do czegoś nowego.
Zjawiska psychiczne nie mogą zjawiać się bez przyczyny — tego z pewnością nie mamy zamiaru zaprzeczać. Owszem, powiedzieliśmy, że tylko dusza potrafi te zjawiska spowodować, choćby nawet przy pomocy oddziałujących na nią podniet, jakie idą ze świata zewnętrznego przez nerwy i mózg.
Jeżeli zaś materializm z tych niezbitych faktów, że ruchy mózgowe nie giną bez śladu i zjawiska psychiczne nie mogą pozostać bez przyczyny, wyprowadza taki wniosek: „a więc należy uznać przemianę ruchów mózgowych w zjawiska psychiczne", to ten wniosek jest oczywiście fałszywym.
Dlaczego fałszywym?
Ponieważ idąc krok w krok za materializmem przyczynowym zdobywaliśmy od niego teren, wykazując, że zjawisk psychicznych nie można nawet porównywać ze zjawiskami fizycznymi w mózgu, a cóż dopiero je z nich wyprowadzać.
A jak musi brzmieć wniosek nieomylny?
Musi on orzekać: „a więc należy uznać istnienie duszy, która powstanie całkiem nowych i odmiennych stanów świadomości, jak również ich zespolenie w jednej świadomości, wyjaśnia“.
Sądzę więc, przyjacielu, że i materializm przyczynowy jest już dla nas przeciwnikiem zwyciężonym. Pozostaje nam jeszcze tylko materializm atrybutowy, który rzecz duchową tłumaczy jako zjawisko zależne od materii i towarzyszące jej i jako przymiot rzeczy fizycznej.
Przyglądając mu się bliżej, spostrzegamy, że już ze względu na swe brzmienie i swe określenie jest on systemem nieuzasadnionym.
Cóż bowiem ma to znaczyć: „zjawisko zależne od materii i towarzyszące jej"?
Nie jest to żadne towarzyszące materii zjawisko, lecz wynikające zeń. Innymi słowy, jeżeli słowo „zależne" silniej podkreślić, to duch do materii jest w takim stosunku, jak wynik lub skutek do przyczyny. A to jest nic innego, jak materializm przyczynowy, tylko, że inną nazwę nosi!
Jeżeli zaś słowo „zależne“ odrzucić i zrobić nacisk na pojęcie: „zjawisko towarzyszące materii", wtedy materia i duch są dwoma samoistnymi światami, w których zjawiska mogą się odbywać tylko równolegle do siebie. Zjawiska psychiczne i fizyczne stają do siebie w stosunku paralelizmu.
Jest to system psychofizycznego paralelizmu, który wśród dzisiejszych filozofów cieszy się wielkim wzięciem.
Musimy wyrzec się wysoce zajmującej rzeczy: wykładu i badania tego systemu. Nie na tym zresztą polega nasze zadanie. Chodzi nam tylko o to, aby odebrać materializmowi pozycję jedną za drugą.
To zadanie jest wykonane. Materializm jest zniewolony do przyznania, że materia i duch są dwoma odrębnymi światami.
A materializm, który się na to godzi, staje sam ze sobą w sprzeczności na punkcie dla siebie najistotniejszym, mianowicie w zaprzeczaniu zjawisk duchowych.
Zwracam twą uwagę, mój przyjacielu, jeszcze na to, że system „paralelizmu psychofizycznego“ daje się dobrze pogodzić z chrześcijańskim przekonaniem o nieśmiertelności duszy. Czy stosunek duszy do mózgu pojmować jako paralelizm lub jako wzajemne oddziaływanie jest to z punktu widzenia wiary rzecz obojętna.
Ale przypuszczam, mój przyjacielu, że na twych ustach wciąż jeszcze błąka się pytanie, mianowicie, jak się tedy rzecz ma z argumentami materializmu atrybutowego!
Bardzo prosto — mianowicie nie posiada on żadnych argumentów w ogóle! Wszystkie, jakie przytacza, nie stwierdzają zgoła nic więcej ponad to, że mózg i dusza są zespolone jednością istnienia i działania, ale bez uszczerbku samoistności materii i ducha. Nie stwierdzają one zgoła nic więcej ponad to, że wskutek „związku osobowego“ mózg i dusza przechodzą zupełnie równolegle koleje.
Nie stwierdzają one zgoła nic więcej ponad to, że dusza posiada w mózgu swe narzędzie, którym bardzo się miernie posiłkuje, gdy ono jest niedoskonałe, a wybornie, gdy ono jest wzorowo rozwinięte; że cały przebieg zjawisk duchowych jest słaby, zagmatwany, chorobliwy, gdy mózg jest słaby, rozstrojony, chory; że ten przebieg jest wadliwy i niedostateczny, gdy mózg ma jakiś defekt lub wycięto z niego lancetem pewne części;
że cały przebieg jest tym więcej stereotypowy i jednostajny, im bardziej „zużyty“ i „spróchniały" jest aparat mózgowy; że mózg zmęczony zdolny jest jeszcze zaledwie do bardzo ograniczonego i powolnego działania; że wreszcie w chwili śmierci mózg rozkładający się i ginący...
„No, a dlaczego", zapytasz teraz, „zatrzymujemy się?" Dlaczego nie mówimy konsekwentnie dalej, że w chwili śmierci mózg, rozkładając się i ginąc, oznacza również rozkładającą się i ginącą duszę?
Na to pytanie dam ci odpowiedź w następnym rozdziale.
Dowiesz się, dlaczego nie tak mówimy, lecz twierdzimy co innego.