16. Zgodność dowodów istnienia Boga - myśl Boża.
1.
Nie była to krótka droga, jaką odbyliśmy, szukając znaków Bożych we wszechświecie, aby po nich samego Boga odnaleźć. Już czas spojrzeć wstecz i wszystko widziane ująć w jasną moc przekonania, które powinno silnie utrwalić raz na zawsze wiarę w Boga w głębi twej duszy.
Odnaleźliśmy Boga w świadomości wszystkich ludów. W klasycznym języku szkoły nazywa się to dowodem historycznym.
Odnaleźliśmy Boga w etycznej dążności człowieka. Dowód ten nazywa się moralnym.
Odnaleźliśmy Boga w porządku i celowości świata istniejącego, w dążności celowej świata powstającego i wreszcie w ostatnich składowych częściach świata: w materii i sile. To był dowód teologiczny, który wraz z kwestią o podstawie istnienia materii i siły występuje w tak zwanym dowodzie kosmologicznym.
2.
Nie omieszkaliśmy poznać i odeprzeć poglądy niewiary, wystawione przeciw dowodom istnienia Boga: poglądy na bezwartościowość powstania wiary i jej rzekomą bezsilność jako dowodu.
Odparliśmy pogląd niewiary na samorzutny (autonomiczny), a nie boski (teonomiczny) charakter sumienia i tak zwaną niemożliwość wyprowadzenia zeń dowodu istnienia Boga.
Poznaliśmy i odparliśmy pesymizm, zaprzeczający pochodzenia porządku w świecie od Boga, i p a n t e i z m (monizm) — pełen uroku, a dlatego podwójnie niebezpieczny system, sprowadzający porządek na świecie do nieświadomej duszy świata, wyposażonej we wszystkie przymioty bóstwa.
Zajmowaliśmy się teorią pochodzenia gatunków, która historię rozwoju życia usiłuje wyjaśnić bez pozaświatowej, celowej mądrości i wszechpotęgi. Nie było koniecznym odrzucać bezwarunkowo całą teorię pochodzenia gatunków, jako systemu czysto przyrodniczego, ale jako system filozoficzny, usiłujący wytłumaczyć świat bez Boga, jest ona absolutnie nieudolną. Materializm, usiłujący jedynie z materii i siły, bez Boga w sposób czysto mechaniczny wyjaśnić świat, okazał się również nieuzasadnionym.
A zatem usiłowania niewiary nie potrafią zachwiać samych dowodów istnienia Boga.
A jednak, mój przyjacielu, nie jesteśmy jeszcze u celu, przeciwnie, pozostaje jeszcze może najważniejsze zadanie, do którego obecnie przystąpić musimy.
3.
Nie uszło zapewne Twej uwagi, że z różnorodnych dowodów istnienia Boga, jakie przytoczyliśmy, każdy podchwytywał jakąś wybitną cechę rzeczy we wszechświecie i do tego dołączał pytanie, jak to należy tłumaczyć.
Dowód historyczny szuka zadowalającego wyjaśnienia dla faktu wiary w Boga u wszystkich ludów.
Dowód moralny szuka zadowalającego wyjaśnienia dla faktu świadomości moralnej u wszystkich ludzi.
Dowód teologiczny szuka zadowalającego wyjaśnienia dla porządku w świecie istniejącym, dla dążności celowej w świecie powstającym i dla powstania świata z ostatnich jego składowych części: materii i siły.
Dowód kosmologiczny szuka zadowalającego wyjaśnienia dla istnienia materii i siły i dla istnienia świata w ogóle. I za każdym razem taką była odpowiedź na te pytania: musi istnieć Bóg, jeśli jest zadowalającym wyjaśnienie tych faktów, którym systemy niewiary nie mogą zaprzeczyć, ani też ich wytłumaczyć.
4.
Ale przeciwko tej odpowiedzi wystąpiła z ciężkim zarzutem filozofia, zwłaszcza szkoła Kanta. Spróbuję przeto rzecz nie tak łatwą, możliwie jasno i zrozumiale przedstawić.
Oto co zarzut głosi: Jest to rzeczą zgoła nieuzasadnioną z niemożliwości wyjaśnienia pewnej liczby faktów samych przez się wyprowadzać wniosek o niemożliwości wyjaśnienia całego wszechświata. Jakkolwiek dla każdego faktu, wymagającego wyjaśnienia, musi istnieć przyczyna, nic nie upoważnia nas do twierdzenia, że ta przyczyna znajduje się poza i ponad światem. Najstosowniej byłoby raczej odpowiedzieć, że ta przyczyna wyjaśniająca znajduje się w całym świecie.
Innymi słowy zarzut głosi, iż wiara w Boga z tajemnic świata robi świat zagadkowy, z tajemnic kosmosu jedną kosmologiczną zagadkę.
A tę kosmologiczną zagadkę, mówi dalej zarzut, usiłuje wiara wyjaśnić przez uznanie Boga, nie zastanawiając się jednak nad tym, że na miejsce jednej kosmologicznej zagadki stawia się tylko drugą: teologiczną zagadkę; Bóg jest bowiem dla nas co najmniej tak nieznanym i tajemniczym jak świat.
I z tego tedy wyprowadza zarzut swe wnioski: Wszystkie dowody istnienia Boga znajdują wyraz swój ostatecznie w jednym, tak zwanym, dowodzie kosmologicznym; ten zaś głosi:
Wszystko, co samo przez się nie może być wyjaśnione, musi posiadać podstawę swego istnienia i swych przymiotów w czymś innym.
Pojedyncze rzeczy na świecie mogą być same przez się wytłumaczone. Muszą przeto mieć podstawę swego istnienia i swych przymiotów w czymś innym, mianowicie w Bogu.
A to jest fałsz, twierdzi zarzut; prawdziwy bowiem wniosek powinien by przede wszystkim głosić: „jedynie we wszechświecie“, gdyż, co poza nim istnieje, tego nie wiemy.
5.
Zbadajmy główne twierdzenia tego zarzutu.
Wiara w Boga, powiada on, robi z tajemnic kosmosu jedną kosmologiczną zagadkę. Tak to prawda; ale wiara w Boga jest też do tego upoważniona, ponieważ niemożliwość zrozumienia wszystkich części, jest też niemożliwością zrozumienia całości.
Wiara w Boga, powiadają, przytacza pewną liczbę dowodów które ostatecznie wszystkie wyrażają się w dowodzie kosmologicznym. To również prawda, o ile w dowodach istnienia Boga chodzi o fakty ze świata lub fakty kosmologiczne Wiara w Boga, powiadają, przekracza znany nam świat i wstępuje do krainy, o której nic nie wiemy; a wartość może mieć przede wszystkim trzymanie się w szrankach znanego nam świata.
Tak, byłoby to zupełnie usprawiedliwionym, gdyby tylko wszechświat był nam rzeczywiście znany. Ale wszechświat jest taką samą zagadką, domagającą się wyjaśnienia, jak są wszystkie jego części. — A następnie niesłusznym jest twierdzenie, że uznając Boga, wkraczamy w nieznaną nam dziedzinę i na miejsce zagadki kosmologicznej stawiamy tylko inną — zagadkę teologiczną.
Bóg jest niepojęty dla umysłu ludzkiego, ale nie dlatego, iż jest ciemną zagadką, lecz ponieważ dla nas ludzi jest zbyt jasnym światłem. Że Bóg istnieje, to rozum może już obecnie jasno poznać, a czym Bóg jest, to może on tylko przeczuć.
Tego nieskończonego morza bytu, jakie w Bogu musi się znajdować, nie potrafię zrozumieć, ale mogę przeczuć, rozważając bogactwo bytu ziemskiego.
Tej obfitości pokoju i szczęśliwości, prawdy i piękna, jaka musi być w Bogu, nie mogę zrozumieć, ale mogę przeczuć, rozważając ogrom tęsknoty za Bogiem, tkwiącej w świadomości wszystkich narodów, i chciałbym wciąż ulatywać do nieba, ponieważ, jak powiada Nietsche, szczęście całkowite domaga się wieczności, wieczności nieskończonej.
Takiej świętości, takiej niewypowiedzianej zapłaty za wierność, jakie muszą być Bogu właściwe, pojąć nie mogę, lecz mogę je przeczuwać, zastanawiając się nad majestatem świadomości moralnej, która się zjawiła, zanim ją zawołałem, która nie odchodzi, gdy ją odpycham od siebie, która samą nawet śmiercią pogardza.
Takiej mądrości, wszechwiedzy, jaka w Bogu być musi, pojąć nie mogę, ale mogę ją przeczuć, zastanawiając się nad biegiem ciał niebieskich w systemach światów, a może jeszcze więcej w wirze elektronów i grze sił w atomach.
Takiej potęgi, wszechmocy, jaka w Bogu być musi, nie mogę pojąć, ale mogę ją przeczuć, rozmyślając o siłach, jakie we wszechświecie tętnią i nad ciałami — niebieskimi, ziemią i historią rozwoju istot żyjących panują.
Nie, Bóg nie jest zagadką. Zagadką jest raczej to, że się go odnaleźć nie umie, jako rozwiązania wszystkich zagadek, które płoną na niebiosach w łagodnym świetle gwiazd i drgają w tęsknocie serc ludzkich, szukających swej ojczyzny.
"Moje zwątpienie jest pełne potężniejszych myśli, niż twa wiara“, powiada Maeterlinck. Ale to nieprawda. Wiara twoja jest pełna potężniejszych myśli, niż wszystkie zwątpienia.
Sceptyk bowiem, nie uznający Boga, musi zwątpić o wartości świata i życia. — I powiedz mi, co jest większym, czy słowa: „Wierzę w Boga wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi...
i żywot wieczny", czy też słowa: „Wierzę w świat bezsilny, nieudolny, aby siebie wyjaśnić... i w wieczną niedorzeczność życia?"
Nie, nie daj się omamić! „Wierzyć i nie wątpić", taka powinna być twoja dewiza.