15. Próba wyjaśnienia świata bez Boga z materii i siły: materializm.
Materializm — nazwa łatwa do zrozumienia — próbuje dać wyjaśnienie świata bez Boga.
Twierdzi on, że z materii i siły jedynie w sposób czysto mechaniczny można udowodnić powstanie i treść świata.
Ponieważ chodzi tutaj przede wszystkim o samo wyrażenie ,,w sposób czysto mechaniczny", podanie choćby krótkiego wyjaśnienia o nim będzie zupełnie na miejscu.
Czysto mechanicznym byłby np. ruch zegara od chwili, gdyby sprężyna obluzowana mogła sama przez się o własnych siłach znowu się nakręcić; ten cały ruch zegara byłby całkowicie mechaniczny. Skoro zaś obca zewnętrzna siła musi uczestniczyć, aby sprężynę obluzowaną przyprowadzić do stanu napięcia, to dalszego ruchu zegara niepodobna już całkiem tłumaczyć mechanicznie; znajdujące się w mechanizmie zegara siły nie wystarczają już same przez się i muszą być obcą zewnętrzną siłą wsparte.
Musimy zatem powiedzieć, iż świat można by wówczas dopiero wyjaśnić w sposób czysto mechaniczny, gdyby powstał on bez interwencji wyższej potęgi, jedynie i wyłącznie z istniejącej materii i siły dokładnie takim, jakim jest obecnie. Spróbujmy tedy z materializmem czysto mechanicznego wyjaśnienia świata. Nie istnieje zatem żadna pozaświatowa istota i potęga, lub jeszcze lepiej się wyrażając, musimy ją całkowicie usunąć z naszych myśli. Ten „ktoś“ bez tego wszystkiego, co stanowi obecnie przyrodę, pozostałby na całą wieczność tumanem elektronów, wirem piasku, parą, bezkształtną mgławicą, ten „ktoś" w systemie czysto mechanicznego wyjaśnienia świata, w materializmie, musi pozostać i być całkiem pominięty. Mamy przed sobą materię i siłę — nic ponadto.
Przede wszystkim musimy sobie przypomnieć, że materia i siła dla ludzi, nawet materialistycznie myślących, są wielką zagadką. Zasadnicze kwestie o ich pochodzeniu i istocie pozostają bez odpowiedzi, jeśli się nie uzna Boga-Stworzyciela.
Nie zapominajmy przeto, że czysto mechaniczne rozważanie świata zniewala do budowania systemu na nierozstrzygniętych kwestiach, a doprawdy nie chciałbym na nich budować żadnego światopoglądu.
Oto musimy pozwolić elektronom ułożyć się w atomy. Przedstawmy sobie na chwilę bardzo pomysłowy obraz! Wszystkie elektrony j e d n e g o atomu mogą w naszej wyobraźni przybrać rozmiary wielkich ciał niebieskich! Widzimy w myśli, jak te światy elektronów krążą wokoło tajemniczego ośrodka, jakby planety wokoło słońca.
Moglibyśmy tym sposobem osiągnąć przynajmniej zmyślone „astronomiczne poznanie" zjawisk w jednym atomie. Prawdopodobnie wszystkie cuda jakiegoś układu słonecznego powtórzyłyby się w jednym jedynie atomie — tylko nie wolno nam przypuszczać żadnej wszechwiedzy i żadnej wszechmocy, która to wszystko tak urządziła. Mówiliśmy przed chwilą o jednym atomie.
Pomnóż tedy liczbę cudów jednego układu atomowego na liczbę istniejących w całym świecie atomów i postaw wówczas tyle pytań — ale nie zapominaj, że nie możesz przypuścić istnienia żadnej wszechwiedzy i żadnej wszechmocy dla ich rozwiązania. Jesteśmy dopiero wobec atomów! Z atomów zaś musiały powstać molekuły i ciała. Wyobraźmy sobie teraz deszcz atomów, zalewany znowu deszczem innych atomów — i z tego muszą powstać połączenia celowe molekuł, z molekuł mają się utworzyć ciała, i to nie tylko jednorazowo, lecz stale muszą powstawać cielesne kształty — ale znowu powtarzam, bez pozaświatowej inteligencji i mocy!
Z tych związków atomowych, nie mających życia, musiało gdzieś i kiedyś powstać życie; nie mamy bowiem prawa przypuszczać jakiegoś Stwórcy. W obozie materialistów istnieje wprawdzie skłonność do przypisywania już tym pierwotnym atomom życia, ale w każdym razie to „życie" atomów jest tak różne od życia tych istot, jakie w zwykłym znaczeniu określamy jako „żyjące“, jak różni się życie — od śmierci.
Dalej, jakim sposobem te atomy, obdarzone jednak same przez się jedynie siłami przyciągania i odpychania, mają przyjść do świadomości, do zmian o charakterze moralnym i estetycznym — to jest rzeczą zgoła niezrozumiałą! Jak z tego prostego tańca wirowego atomów w kościanym pudełku, zwanym czaszką ludzką, mają powstać w sposób czysto mechaniczny miłość i nienawiść, szczęście i cierpienie, nadzieja i rozpacz, tego zaiste niepodobna pojąć! Dlaczego atom fosforu na zapałce nie myśli, jak to ma miejsce w moim mózgu — dlaczego atom żelaza w kręcącym się kole nie tworzy poezji, jak tryskające życiem arterie poety — to jest prawdziwie rzeczą godną podziwu!
A z podobnego tańca wirowego atomów miała powstać w sposób zgoła mechaniczny cała historia ducha ludzkiego i kultury!
Czym ostatecznie była tedy bitwa pod Lipskiem?
Patrząc z wewnątrz, osobliwą kombinacją, nadzwyczaj zawiłym układem atomów ołowiu, prochu i żelaza, w połączeniu z wysiłkami i zderzeniami wielkich tłumów owych dwunożnych atomów, zwanych ludźmi, niczym innym!
3.
Ale myślę, że już dość mamy, mój przyjacielu, tych prób czysto mechanicznego tłumaczenia świata. Zapewne widywałeś często dzieci, bawiące się w piasku. Przesypują one w swych rączkach drobne, malutkie ziarnka piasku, i z tego muszą powstać wszelkiego rodzaju rzeczy: to pustynia, na której powtykano gałązki jako dumne palmy, to góra Ararat, na której przed chwilą wylądował Noe; to, zmoczone trochę wodą, posłuszne ziarnka piasku przybierają wielorakie kształty zwierzęce; innym razem dziecinna rączka z tysięcy ziarnek piasku tworzy ptaszynę; to znowu są one wygładzone w posadzkę, błyszczącą przepychem salonu, na której księżniczki z dynastii lalek urządzają sobie zabawy.
I w rzeczywistości, to uchodzi! Potrzeba do tego tylko wyobraźni dziecka, nad którą człowiek w dojrzałym wieku musi się uśmiać!
Podobnież można zobaczyć ludzi, bawiących się pojęciami. Przesypują oni w ręku małe, drobniutkie elektrony i atomy tylko tak sobie...
a stąd musi wszystko powstać: ciała, życie, czucie, świadomość, pojęcia moralne, poczucie piękna, historia, wszystko, wszystko razem!
I w rzeczywistości, to uchodzi, potrzeba do tego tylko trochę więcej, niż wyobraźni dziecka.
Ale filozofia dojrzalszego wieku ustawicznie wyśmiewa materializm.
Materializm jest filozofią lat dziecięcych, pełnych naiwności i urojeń wyobraźni.
Materializm może też być zjawiskiem z późniejszego okresu filozofii. Wiek bowiem czyni bardzo często człowieka naiwnym i zdziecinniałym. Takim był często los narodów, które budziły się do myślenia lub zgrzybiałe wyrzekały się go znowu tak, że ich filozofia była naiwną i z pozorów trzeźwą, ale w rzeczywistości przechodziła wszelką miarę bujnej i łatwowiernej filozofii materializmu.