12. Znaki Boże w historii rozwoju nieba, ziemi i istot żyjących. II.
Wspaniała historia, jaką poznaliśmy w rozwoju ciał niebieskich, ziemi i istot żyjących, zawiera niezmierzone wprost bogactwo zjawisk, faktów i rzeczy.
Jeszcze raz pokrótce uprzytomnimy sobie, cośmy poznali.
Najpierw, na początku rzeczy był chaos, olbrzymia masa materii i siły, wypełniająca przestrzenie — teraz widzimy na własne oczy świat, jako kosmos, to jest atomy materii nie krążą we wszechświecie w nieładzie i bez celu, w szalonym tańcu wirowym, jak płatki śniegu, którymi ślepy wicher północy pogania, lub ziarnka kurzu, miotane w różne strony rozszalałym orkanem, przeciwnie, są one ujęte w formy i kształty, pełne myśli i celu, a często nawet piękności i wzniosłej harmonii. Ten kosmos, ten wspaniały, cudowny kobierzec świata jest rezultatem bardzo długiego rozwoju, który się rozciąga od pierwotnej mgławicy i ognistych deszczów aż do pięknego i celowego podziału na góry i doliny, morza i rzeki, pagórki i ogrody — od prostych wodorostów i prymitywnych morszczynów poprzez coraz to bardziej rozwinięte formy w górę aż do dębu, który z gwiazdami i burzami rozmowę prowadzi, i jego sióstr, które ludziom do rąk zsypują słodkie owoce, aż do róży i jej towarzyszek w śnieżnych lodowcach i podzwrotnikowych stepach — od najprymitywniejszych zwierząt, mięczaków i meduz świecących, jak wojsko gwiaździste w głębinach morskich, aż do rumaka, wykrzesującego z kamienia iskry, aż do jelenia i rogacza, śpieszących przez lasy, aż do wołu, ciągnącego skrzypiący pług przez rolę, aż do słonecznego orła, szybującego cicho w przestworzach.
To są fakty, niezaprzeczalne fakty — i do nich należy dodać tylko kilka ważnych pytań.
1. Widzieliśmy, że w pierwotnej materii, rozproszonej na początku w nieskończenie drobnych cząsteczkach po świecie powstał niegdyś ruch, który ją ześrodkował w zagęszczone masy ogniste. Skąd pochodzi ten ruch?
Niewiara głosi: pochodzi on od wieków, ruch jest wieczną właściwością materii. Ale następujące rozważanie przekona cię o niedostateczności tego twierdzenia.
Jest stwierdzonym ze ścisłością matematyczną faktem, że znajdujące się w ruchu ciała niebieskie wydzielają ustawicznie ciepło, które z powrotem nie może być już zamienione w ruch. A zatem nieustająca siła mechaniczna rozprasza się w przestrzeni. Gdyby zaś te zjawiska ruchu istniały już od wieków, to wówczas — co można również ze ścisłością matematyczną obliczyć — wszystka energia wyczerpałaby się już od dawna. Musiałby zatem wszechświat znajdować się obecnie w stanie absolutnej równowagi wszystkich sił mechanicznych, to jest w stanie absolutnego spoczynku.
Ponieważ jednak wszechświat znajduje się faktycznie jeszcze bardzo daleko do tego stanu, to nie mogą zatem i zjawiska mechaniczne w materii istnieć od wieków. I kiedyś musiała materia być wyposażoną w ruch.
Gdzie zaś jest pierwszy ruch, musi być i pierwszy Dawca tego ruchu, A ponieważ — mówiąc przez porównanie — olbrzymie koło rozpędowe nie może być w ruch wprawione maleńką dziecinną rączką, należy przypuścić, że wszechmocna ręka Boska obdarzyła materię świata taką olbrzymią siłą mechaniczną.
2. Zjawiska ruchu w stosunku do ciał niebieskich w ogólności, jako też naszej Ziemi w szczególe, nie są chaotyczne, bezcelowe i bezmyślne, przeciwnie są one w swym działaniu ściśle i dokładnie określone i celowo pomyślane. Atomy materii pierwotnej złączyły się w pierwiastki chemiczne według tajemniczych praw powinowactwa; złączone pierwiastki utworzyły głęboko pomyślane kształty. A cała budowa wszechświata jest wykonana jedynie i wyłącznie siłą i własnościami, tkwiącymi w samym materiale. Żadne zewnętrzne rusztowanie nie było wystawiane, ani go później nie burzono. Żadna zewnętrzna siła nie ściągała lotnej mgły z najodleglejszych przestrzeni niebieskich — materia zjawiała się, gdy była potrzebna, a odchodziła, gdzie jeszcze nie była wykończona, po to, aby dziesięć, sto, tysiąc razy znowu się zjawić i być użytą jako ostateczny budulec wszechświata. Rozlały się potoki światła, których poszczególne złote krople są światami o niepojętej wielkości.
Nie ma tu żadnej trwałej podstawy z materii dla podtrzymania lżejszych mas, owszem nawet niezmierzone masy materii unoszą się w przestrzeniach tak lekko, jak piórko ptaszyny, I oto powstaje ziemia: jeden pokład jest położony z granitu, potem po wielu milionach lat idzie pokład łupku; następnie pokład węglowy; dalej warstwa marmuru i kredy; wreszcie zjawia się coś całkiem nowego, o czym później jeszcze raz musimy pomówić — zjawia się życie. Ale i tu znowu spotykamy wyraźną i określoną dążność celową form żyjących.
Naprzód proste, potem coraz to doskonalej rozwinięte formy i gatunki w świecie roślin i zwierząt. Kolosalne zwierzęta, jak saury, jak gdyby szorstkie i niezgrabnie obrobione bryły materii ożywionej— następnie coraz to rozmaitsze, więcej zróżnicowane i szlachetniejsze rasy, a na końcu korona wszystkiego, — człowiek, w którym znowu coś całkiem nowego rozbłyska — świetlana iskra ducha. Ale nigdzie nie ma pomyłki, nigdzie bezmyślnego, mozolnego tworzenia! Wszędzie rozwój celowy od niższych do wyższych form.
Kto tej całej ewolucji nadał cel i kierunek? Kto wskazał na początku tory, po których ten cały rozwój miał się dokonać? Kto całą grę olbrzymich sił przyrody doprowadził do harmonijnej całości? Kto temu wybujałemu prądowi energii życiowej wskazał stałe łożysko, aby nie wysechł, lecz coraz to bardziej rozszerzał się i pogłębiał?
Musi więc ponad wszystkimi siłami stać potęga myśląca, podług której one pracują i są czynne. Musi ponad wszystkimi nieograniczonymi możliwościami rozwoju stać wyższa inteligencja, która obejmuje cały kosmos, która z chaosu bezmyślnych lub pomysłowych możliwości wyprowadziła celową i wspaniałą rzeczywistość. — I sądzę, że potęgę, która takimi siłami z łatwością kieruje i nimi włada, musimy nazwać Wszechmocą.
A inteligencję, która z chaosu materii i siły taki kosmos wyprowadziła, musimy nazwać Wszechwiedzą.
3. Koniecznym jest poświęcić zjawiskom życia na świecie szczególniejszą uwagę. Chodzi nasamprzód o powstanie życia.
W pewnym momencie historii Ziemi wystąpiło po raz pierwszy życie. Jest to pewnik naukowo dzisiaj stwierdzony, że życie nie powstało ze szczęśliwego połączenia martwych atomów materii w szczególnie sprzyjających okolicznościach, gdyż przedtem na rozpalonej kuli ziemskiej nic istnieć nie mogło. Jeśli to tak jest — a tak jest — wtedy powstanie życia należy przypisać potędze twórczej.
Niewiara jednak chwyta się wszystkich możliwości, aby tego wniosku uniknąć, ale to się jej nie udaje.
Powiadają, że pierwsze zarodki życia spadły na naszą ziemię razem z meteorytami innych ciał niebieskich. Ale przez to odsuwa się jedynie pytanie, a nie rozwiązuje; pytanie pozostaje, w jaki inny sposób powstało życie.
Powiadają, że atomy materii były od początku ożywione. Ale temu zaprzecza fakt, że życie w znanych nam formach przy olbrzymiej temperaturze rozpalonej kuli ziemskiej było wprost niemożliwe. Następnie przeczy temu nasze doświadczenie, dla którego różnica martwej i żyjącej materii jest aż zanadto wyraźną;
Chcę zwrócić twoją uwagę na trzy istotne różnice między naturą martwą i istotami żyjącymi.
W martwej naturze materia stanowi wszystko, forma jest rzeczą podrzędną; marmur pozostaje marmurem, choćbyś go tysiąc razy przekształcał;
ale gdy rozdepczesz zwyczajną meduzę, zwierzę żyć przestanie. Dalej: istoty żyjące mają zdolność reagowania na pobudki zewnętrzne — wszystko, co martwe, jest bez czucia, nieme, głuche, ślepe, obojętne na wszelką podnietę. Wreszcie: istota żyjąca posiada stałą przemianę materii, która czyni możliwym wzrost z wewnątrz przy stałej jedności zewnętrznej formy, a ustanie przemiany oznacza śmierć; wszystko, co martwe, nie zna przemiany materii i nie przechodzi śmierci. Te trzy cechy same już wystarczają, aby twierdzenie, iż nie ma żadnej istotnej różnicy między martwą przyrodą a życiem, obalić.
Powiadają — można się z tym twierdzeniem częstokroć spotkać w pseudonaukowych książkach i czasopismach — że życie powstało z materii martwej wskutek jakiegoś szczęśliwego rozkładu atomów, który miał się dokonać nie wiadomo kiedy i jak, tysiące lat temu w ciepłym pierwotnym morzu. Jak wiadomo, życie pozostaje w ścisłym stosunku ze związkami białkowymi. Otóż może tak się stało, że kiedyś, jak sądzi niewiara, nastąpiło takie szczęśliwe, podatne do życia połączenie atomów, które początkowo przedstawiało jeszcze całkiem bezkształtną, podobną do galarety lub śluzu masę, a następnie ta masa mogła przechodzić najrozmaitsze stadia rozwoju. A nawet już wydobyto z głębin morskich najprostsze bryłki tego prymitywnego śluzu — ale ten wiele obiecujący pierwowzór morski, w którym upatrywano protoplastę wszystkiego, co żyje, okazał się niestety wkrótce tylko zwyczajnym — gipsem.
Risum teneatis, amici? Ale poważna wiedza położyła już dawno i na zawsze kres bajkom o powstaniu życia z materii martwej. Dzisiaj nie ma już nikogo, choćby tylko o przyzwoitym średnim wykształceniu, kto by wierzył w stare baśnie o „samorództwie.“ A gdy roztrząsamy zatem zjawienie się życia w martwej, lub zwłaszcza w rozkładającej się materii, okazuje się, że jest to za każdym razem powstanie życia z nieskończenie małych zarodków, ziarnek, plenników na materii, jako glebie, ale nigdy z materii martwej, jako ziemi rodzicielki.
Słynne doświadczenia Schwanna i Pasteura wykazały to przekonywująco. Pasteur przygotował pewien płyn, który przegotował i zamknął hermetycznie. Przez całe półtora roku nie ukazał się w nim żaden ślad istoty żyjącej. Kiedy zaś powietrze otrzymało dostęp do płynu, to już po jednym dniu zjawiło się w nim życie. Kiedy powietrze wpuszczono jedynie przez rozpaloną cewkę, to płyn pozostał bez życia. Tym sposobem zostało udowodnionym, że powietrze w zwykłym stanie pozostaje w jakimś związku z powstaniem życia w płynie.
Należało jeszcze tylko ten sam związek wyświetlić. Pasteur wpuścił za pomocą aspiratora (wziewnika) powietrze do rurki, którą zatkał koreczkiem z waty strzelniczej, ale i tym razem w płynie nic się nie ukazało. Skoro tylko ten koreczek został usunięty z owego płynu, który w ciągu półtora roku nie wykazał żadnego życia, wówczas zjawiło się życie. Związek teraz był jasny:
powietrze jest roznosicielem i rozsiewaczem drobniutkich ziarnek, jajeczek, zarodków, które przeniesione zbiegiem okoliczności na podatną glebę rozwijają się dalej, a ludziom niekompetentnym może się wydać, jakoby one z martwej materii, a nie na niej, powstały.
Ale to tylko może się wydać! W rzeczywistości zaś powstanie życia nie inaczej, jak przyczyną twórczą może być wyjaśnione.
Nie można w rzeczy samej zapoznawać znaków Bożych w rozwoju stworzenia. Trzeba chyba oczy zamknąć, żeby ich nie widzieć - Ale prawdziwa i rzetelna wiedza nie da sobie oczu zawiązać żadnym przesądem, albo przestaje być wiedzą, wtedy rozpoczyna od tego, że w domysłach, a potem bezradnie w ciemnościach po omacku stąpa, a kończy tym, że, utraciwszy grunt rzeczywistości pod nogami, przechodzi do krainy pragnień i wyobraźni, gdzie nawet i zamki na lodzie może poczytywać za pałace z marmuru.